poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 4 "Na żadnego z was nie można liczyć..."

Kiedy byłąm już w naszym pokoju, poszłam się przebrać w piżamę i zmyć makijaż. Jak już skończyłam, położyłam się do łóżka. Nie miałam problemu z zaśnięciem.



 Muzyka

*** Oczami Kaji ***

Obudziły mnie silne promienie słońca. Pierwszą myślą, która przeszła mi przez głowę było Jak ja znalazłam się w łóżku? Dobrze wiedziałam, ze Louis wczoraj był zbyt pijany, zeby utrzymać się na nogach, a co dopiero, żeby zaniesć mnie do pokoju. Nie ważne. Zapytam El. To, ze byłam we wczorajszych ciuchach nie zadziwiło mnie. Postanowiłam wstać i ogarnąć się. Podeszłam do garderoby i wybrałam ciuchy. Ubrałam się i poszłam do łazienki, zeby przemyć twarz i nałożyć nowy makijaż. Kiedy byłam już w miarę ogarnięta poszłam na dół gdzie byli już Eleanor i Louis. Sytuacja pomiędzy nimi była napięta.
- Chcesz tosty? - zapytała El.
- Ymmm tak. - powiedziałam lekko zdezorientowana. Po chwili przede mną leżał talerz tostów z serem i pomidorem, a do picia herbata.
- Dziękuję. - powiedziałam uśmiechając się, odwzajemniła ten gest. Długo trwała niezręczna cisza. Aż w końcu nie wytrzymałam.
- Ludzie no, co się dzieje? Louis? -milczał. - Eleanor? - też. Umilkłam.
- Louis poszedł sobie gdzieś balować, a ja jak zwykle musiałam się wszystkim zająć. Jeszcze teraz, ma do mnie pretensje, że nie wstałam wcześniej i śniadania mu nie zrobiłam - powiedziała zakładając ręce na piersi.
- Serio tylko o to ci chodzi? Sądziłem, zę stać cię na więcej. - powiedział Lou i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, zrobił się harmider. Wstałam.
- Cicho! - krzyknęłam. - Louis. To jest dziewczyna i ma prawo, być zła na to, że wczoraj zostawiłeś ją samą ze SWOJĄ siostrą, której ona nie zna. Eleanor. Wiem, że z Louisem czasem nie da się wytrzymać, ale on tak odreagowuje. Wiem, bo często kryłam go przed mamą. - powiedziałam uśmiechając się. - Ludzie, jesteście parą, a zachowujecie się jak ja z Zaynem. - wzdrygnęłam się wypowiadajac to imię. - Kochacie się. Nie? - pokiwali głowami. - To okażcie  to sobie. Wiem, ze czasem nerwy puszczają, ale ta kłótnia jest bez sensu. - powiedziałam, a oni znowu zaczęli kiwać głowami i się przytulili. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu i pobiegłam na górę.
-Halo?
- Cześć idziemy do wesołego miasteczka?
- Co cie nawiedziło? -zapytałam z uśmiechem.
- A nie wiem, mam ochotę się pobawić.
- Pobawić to ty się możesz z panem do towarzystwa, a nie ze mną. - powiedziałam śmiejac sie, Julia, również zaczęła się śmiać.
- Ty jesteś jakaś niewyżyta. - powiedziała, a ja się uśmiechnęłam. - To idziesz, ze mną do wesołego miasteczka czy nie?
- No nie wiem.
- Potem pójdziemy na pizze i zjemy lody.
- Ok. To za ile się spotykamy.
- Za jakieś 35 minut tam gdzie zawsze. Tylko się szykuj.
- Ok, ok do zobaczenia. - rozłączyła się. Postanowiłam się przebrać, dlatego po raz drugi wyjrzałam przez okno. Zaczynało się przejaśniać i robił się piękny dzień. Jak gdyby wczoraj nic się nie wydarzyło... Nie ważne. Wybrałam ciuchy i poszłam się przebrać. Na szczęście nie musiałam się znowu malować. Nienawidziłam się malować, ale bez make - up'u wyglądałam jak kaszalot. Cieszyłam się na spotkanie z Julią, potrzebuję jej. Zeszłam na dół.
 Usiadłam obok Lou i El na kanapie. Louis oglądał Top Gear. Nie byłam tym zainteresowana, El chyba też.
- Louis. - popatrzyłam na niego, jak najbardziej słodko umiałam.
- Nie, nie przełączę.
- No, proszę... Proszę, proszę. - zatrzepotałam rzęsami.
- Ok. - powiedział dajac mi pilot. - pieprzony urok. - zaklął cicho, na co się uśmiechnęłam. Włączyłam stacje muzyczną, bo nie było nic ciekawego. Akurat leciał Ed Sheeran. Podgłosiłam i  uważnie słuchałam podśpiewujac raz po raz. Czułam spojrzenie Eleanor na sobie, ale zupełnie mnie to nie ruszało. Kiedy piosenka się skończyła ściszyłam telewizor. Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Pobiegłam otworzyć i zobaczyłam Zayna.
- Czego? - zapytałam na wejściu.
- Ciebie też miło widzieć.
- Ta, ta daruj sobie. Czego chcesz?
- Jest Louis?
- A jeśli powiem, że wyjechał na Majorkę to sobie pójdziesz? - zapytałam przepełniona nadzieją.
- Nie. - powiedział, a już myślałam, ze pójdzie.
- W takim razie jest. - powiedziałam zrezygnowana robiąc mu miejsce. Trzasnęłam drzwiami. Chciałam usiąść na kanapie, ale Zayn zajął moje miejsce. Usiadłam na fotelu. Stąd do miejsca naszych spotkań miałam kawełek drogi, więc mogłam jeszcze posiedzieć. Jednak po niedługiej chwili, stwierdziłam, ze nie chcę tam siedzieć ani chwili dłużej. Wstałam i otworzyłam drzwi, a tam stała cała reszta zespołu. Wpuściłam ich. Dopiero teraz Lou zorientował się, że mam zamiar wyjść z domu.
- Gdzie idziesz?
- Umówiłam się- odpowiedziałam.
- Z chłopakiem? - dociekał Harry.
- Co ty, kto by ją zechciał? - dołączył się Zayn.
- Nie Harry umówiłam się z Julią... Dzięki Zayn, ty też jesteś brzydki. - powiedziałam rzucając w niego bluzą, która leżała na podłodze w przedpokoju. Dodam, że była jego.
- Pilnuj swoich rzeczy - powiedziałam trzaskając drzwiami. Dobrze wiedziałam gdzie iść. "Tam gdzie zawsze" było zwykłą ławką koło stawu w parku. Nie miałam za daleko. Szłam więc powolnym krokiem.

***

Kiedy już tam doszłam, Julii jeszcze nie było. Usiadłam, więc i czekałam na nią rozglądając się. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego to robiłam. To było odruchowe. Jakoś tak czułam strach w tamtej chwili. Zresztą, w jakiej chwili ja nie czułam strachu? Poczułam ręce na moich ramionach i obróciłam głowę. 
- Boże nie strasz. - powiedziałam wzdychając.
- Przepraszam. - powiedziała. Uśmiechnełam się delikatnie. Poszłyśmy do wesołego miasteczka. Kiedy już tam byłyśmy od razu poszłyśmy na Rollercoaster. Obie kochamy szybką jazdę, takie już jesteśmy. Jak już przewietrzyłyśmy sobie pachy (XD), poszłyśmy zabawić sie w agentki 007 (XD).

***

Spędziłyśmy razem w wesołym miasteczku dużo czasu, rozmawiajac i bawiąc się. Po zabawie, tak jak obiecała Julia poszłyśmy na pizze. Zrezygnowałyśmy z lodów, bo nie chciałyśmy robić zabójczej mieszanki.
Rozmawiałyśmy i co chwila śmiałyśmy się.
- Ej, a pamiętasz, jak wtedy tak długo czekałysmy na autobus i ty powiedziałaś JEDZIE, DLUGI, a ja się zaczęłam śmiaći ty NO CO? A ja NOWY. hahahahha - przypomniałam jej. Ale i tak najzabawniejsze w tym całym dniu były miny ludzi, bo rozmawiałyśmy ze sobą po Polsku.
- Osz ty. - powiedziałam
- Koszty.
- Osz ty
- Koszty. - znowu śmiech. Z Julią da się zapomnieć o wszytskim co cię dręczy.
- Jemy pizze na czas? - zapytała wpychając pizze do buzi.
- zrzygasz się. - skomentowałam. Julia uśmiechnęła się i jadła dalej, tak jak wcześniej.
Kiedy skończyłyśmy jeść robiło się ciemno. Postanowiłam odprowadzić Julię, zresztą i tak nie miałam daleko więc co za różnica... Jak doszłyśmy do jej domu ucałowałam ją w policzek i poszłam w stronę mojego nowego miejsca zamieszkania. Dziwnie to brzmi.
Kiedy wracałam cały czas sie odwracałam. Wiedziałam, zę nic mi nie grozi, ale wiedziałam też, że na każdym kroku śledzą mnie kumple David'a z pistoletami w rękach. Dlatego właśnie czułam strach. Jego kolesie byli porozstawiani dosłownie wszędzie. Dobrze wiem, że nie jeden z nich widział jak wychodzę w bieliźnie z łazienki czy coś. Dlatego też, starałam sie nie zbliżać do żadnego chłopaka, bo wiedziałam, że David od razu się dowie, ze z kimś kręcę. Ale nie myślcie, że obrażam tak Zayna, dlatego, ze bardzo chcę go do siebie zrazić, zeby go chronić. Nie. Po prostu mnie wkurwia. Kiedy wróciłam, u Louisa był juz cały zespół i nie ukrywam, ze byli dosć mocno wstawieni. Oprócz Liama. Chłopacy o coś się kłócili, ale jak tylko usłyszeli, że ktoś wchodzi do domu umilkli.
- Nie przeszkadzajcie sobie, to że wróciłam nie znaczy, że macie przestać mnie obgadywać... - powiedzałam i chciałam iść na górę, ale Harry mnie zatrzymał łapiąc mój nadgarstek.
- CZEGO?! - krzyknęłam.
- Już sobie idziesz skarbie?
- Nie jestem twoim skarbem! Koleś ty weź się ogarnij i mnie zostaw, nie mam siły.
- Było się nie pieprzyć po kątach! - krzyknął na mnie i niebezpiecznie się zbliżył. Chociaż się bałam, również sie do niego zbliżyłam i wyprostowałam, zeby wyglądać na wyższą.
- Nie jestem dziwką i nie pieprzę sie po kątach ze szmaciarzami, takimi jak ty!  A poza tym byłam z Julią w wesołym miateczku! Z JU LIĄ W MIA STECZ KU - powiedziałam. - Mam ci to przeliterowac czy zrozumiałeś?
- Jaka kurwa, wchodzi do domu i od razu się kłóci.
- Zamknij ryj! Nie nazywaj mnie tak! - wykrzyczałam mu. - A ty? - zwróciłam się do Louisa. - Co ty jesteś facet czy pizda? Twój kumpel mnie obraża, a ty nie potrafisz, sie odezwać i mnie obronić?! Ja pierdole! - mimowolnie z oczu popłynęły mi łzy. - Myślałam, że chociaż jeden z was mnie obroni, ale się myliłam. Jednak każdy z was nosi damskie stringi. - powiedziałam płacząc. - Na żadnego z was nie można liczyć. Jebane pedały. - powiedziałam idąc do mojego pokoju. Nikt mnie nie zatrzymał, bo wszyscy byli zbyt urazeni tym co przed chwilą powiedziałam...

_____________________________________

Jak się podoba nowy rozdział? prosze o komentarze i obserwację! 
A tak wgl jak tam z ocenami? Czujecie juz wakacje? Ja bardzo! Nie mg się doczekać! 

sobota, 14 czerwca 2014

ZWIASTUN


Rozdział 3 "Chyba mam kolejną przyjaciółkę..."

Po raz pierwszy w życiu poczułam się jak księżniczka, ale tak czy siak nigdy nie będzie podobał mi się ten dom tak, jak stary...



Sama nie wiem dlaczego, ale otworzyłam garderobę. O dziwo było tam sporo ciuchów. One też na mnie czekały? Nie ważne. Padłam na łóżko.
Byłam zmęczona. Miałam dość życia. A mówiłam że tuż po tym jak zobaczyłam pokój Julia poszła? To właśnie mówię. Do pokoju weszła Eleanor.
- Jesteś głodna? Bo mamy spaghetti.
- Czytasz mi w myślach - powiedziałam i poszłam za dziewczyną. Usiadłam przy stole, a Eleanor podała mi talerz z jedzeniem.
- Masz i jedz, chuda jesteś.
- Ciekawe, w którym miejscu.
- Jedz i nie marudź  jesteś chuda! - podniosła głos.
- Dobra już jem, mówisz jak moja babcia. - powiedziałam jej usmiechając się. Kiedy zjadłam odłożyłam talerz do zmywarki. Poszłam na górę i coś podkusiło mnie żeby wejść do pokoju, w którym była Eleanor. Uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka.
- Wejdź. - usłyszałam. Wykonałam polecenie i zobaczyłam Eleanor leżącą na łóżku.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
- Niby tak, ale Louis nie odbiera telefonu, a jeśli odbiera to robi sobie żarty. Czasem mam go dość.
- To może ja zadzwonię. - zaoferowałam.
- Jak chcesz. - powiedziała. Zadzwoniłam. Pierwszy sygnał, drugi trzeci i nic. Jeszcze raz. To samo. Jeszcze raz. W końcu!
- Halo? Tutaj pensjonat pod zwiędłą różą. U nas wakacje będą zajebiste. - powiedział i się rozłączył. Westchnęłam i razem z El zdenerwowane zachowaniem Lou położyłyśmy się na łóżku. Na twarz opadł mi włos. Ze zdenerwowaniem odgarnęłam go. Eleanor zrobiła to samo.
Zaśmiałam się. El spojrzała na mnie z pytającą miną.
- Znamy się około pół godziny, a już tak dobrze - powiedziałam znowu się uśmiechając. Odwzajemniła ten gest. Myślałam, ze to kolejna przesłodzona lala, ale myliłam się.Tak naprawdę ona jest naprawdę spoko i myślę, że pasuje do Louisa. Nie ważne. Siedziałam i myślałam co możemy zrobić razem, żeby się nie nudzić. Olśniło mnie i szybko się podniosłam.
- Wiem co porobimy! - krzyknęłam. Eleanor spojrzała na mnie śmiejąc się z mojej chaotyczności.
- Co? - zapytała nadal się uśmiechając.
- Zrobimy sobie damski wieczór. We dwie. Poznamy się lepiej, pomalujemy paznokcie, objemy się trochę i porobimy sobie żarty telefoniczne.
- Masz rację.
- No raczej.- uśmiechnęłam się. - skoro Louis może sobie isć do klubu, czy gdziekolwiek jest i się bawić, to my możemy pobawić się tu na miejscu. - Eleanor się zaśmiała, a ja zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam i również zaczęłam się śmiać.
- Ty mały zboczeńcu. - wytknęłam jej, wskazując na nią palcem. Obie zaczęłyśmy się śmiać. Chyba się zaprzyjaźnimy...
- Chodź pomaluję ci paznokcie! - wykrzyknęła Eleanor klaszcząc w ręce.
- Dobra. - odpowiedziałam siadając na łózku i czekając aż przyniesie lakiery do paznokci. Kiedy przyszła zaczeła malować moje paznokcie. Dokładnie obserwowałam każdy jej ruch. Kiedy skończyła wyglądały pięknie.
- To teraz ja tobie? - zapytałam
- Mhm - odpowiedziała. - tylko poczekaj jeszcze niech przeschną. - dopowiedziała. Kiedy moje pazurki były zupełnie suche, zabrałam się za jej. O dziwo wyszły ładnie. Nie tak jak moje, ale też były ładne.
- To moze teraz porobimy sobie żarty przez telefon? - zapytała, kiedy jej paznokcie już porządnie wyschły.
- No jasne. - powiedziałam szczerząc się. - dawaj telefon.
- Już, już. - powiedziała wręczając mi sprzęt. - Ty pierwsza. - powiedziała. Wybrałam pierwszy lepszy numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, czyli numer istnieje, drugi sygnał.
- Halo?
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Kto mówi?
- Dzwonię z pogotowia energetycznego.. Był dziś u pani prąd? - zapytałam śmiejąc się.
- Tak był.
- A co chciał? - razem z Eleanor zaczęłyśmy się głośno smiać, a ja odłożyłam słuchawkę.
- Teraz ty. - powiedziałam dając Eleanor telefon.
- Dzień dobry, jestem kurierką z allegro. I te wibratory, co pani zamawiała są już w drodze. - powiedziała.
- Nie, to nie może być pomyłka. Mam zapisany ten numer, jako numer kontaktowy. - jezuu jaka, ona jest głupia.
- Słucham?!- powiedziała głośno.
- Słucham?! Nie słyszę!
- Słucham?!
- Co?!
- Co?!- krzyczała bardzo głośno. Aż w końcu się rozłączyła. Zaczęłyśmy się śmiać.
- Dobra to teraz razem na głośno mówiącym, zadzwonimy do jakiegoś mojego starego kumpla.- zaczęłam szukać kogoś dobrego.- o mam on jest lamusowaty.
- No to dzwonimy. -  powiedziała kładąc się na łóżku. Zrobiłam to samo. - albo nie, ja zadzwonię i będę z nim rozmawiała. - powiedziała Eleanor pełna entuzjazmu. Zgodziłam się. Włączyła na głośnomówiący.
- Halo?
- No cześć, wiesz, bo słyszałam, ze chciałbyś być z Kają i pomyślałam, że skoro masz byc jej chłopakiem, to muszę cię przepytać.
- Ale kim jesteś?
- Dobrą kumpelą Kaji,  niech cię to więcej nie interesuje.
-...
- pierwsze pytanie. Jakie dziewczyny podobają ci się najbardziej.
- Mądre, ładne, pewne siebie, miłe...
- NUDA.- przerwała mu.
- Gdzie poszedłbyś z nią na pierwszą randkę?
- Do kawiarni.
- Pff jeszcze gorzej. - powiedziała. - No, a kiedy i z kim ostatnio uprawiałeś seks?
- Co?
- To co usłyszałeś. - złapałąm ja za rękę nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
- Nie uprawiałem seksu, skąd takie pytanie?
- Musimy wiedzieć, czy  żadna pizda cię HIVEM nie zaraziła...
- Ymm nie. - o jezuu zaraz padnę.
- A jakie minety robisz? Robiłeś już kiedyś minetę?
- Nie, nie robiłem.
- Dobra, przepraszam za zabranie ci czasu, nie nadajesz się dla Kaji, jesteś za cienki.
- A.. Ale.. - nie dokończył, rozłączyła się.
- Eleanor, jesteś świetna. - powiedziałam z uśmiechem podając jej rękę.
- Dzięki.
- To teraz, obżeramy się i oglądamy komedie romantyczną. Chyba, że gustujesz w bajkach...
- Bajki?
- No, na przykład Zaplątani, Kraina Lodu, Kot w butach, Shrek... Albo...
- KRÓL LEW - krzyknęłyśmy zgodnie i pobiegłyśmy do salonu. Eleanor poszła do kuchni, a ja zaczęłam poszukiwania płyty. Po niedługim czasie znalazłam, to, czego szukałam. Włączyłam film i od razu zastopowałam czekając na Eleanor. Po chwili przyszła z dwiema paczkami chipsów, ciastkami, popcornem, piciem i szklankami.
- Jak będziemy tyle żarły, to się dupami w drzwiach nie zmieścimy. - powiedziałam patrząc na nią. Zaśmiała się cicho odłożyła zapasy i usiadła obok mnie. Chyba mam kolejną przyjaciółkę.

*** Oczami Eleamor ***

Kiedy Louis opowiadał mi o niej mówił, że jest trudna, ale przecież to zwykła nastolatka, która stara się ukrywać swoje problemy. Wiem, że oprócz tego, że zmarła jej mama ma jeszcze inne, ale nie zamierzam naciskać. Dopiero mnie poznała. Widać, że martwi się o Louisa i ta cała sytuacja ją przerasta. 
Obie, co chwile coś jadłyśmy. W pewnym momencie Kaja oparła głowę na moim ramieniu, a ja odruchowo się uśmiechnęłam. Kiedy film się skończył Kaja spała na moim ramieniu. Wzięłam poduszkę i podłożyłam jej ją pod głowę, żebym mogła wstać i posprzątać. Wzięłam wszystko co było na stole i poszłam do kuchni. Zaczęłam ogarniać ten cały bałągan, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi. Pobiegłam do przedpokoju.
- Dziewczęta!...- nie dokończył, bo go uciszyłam. Automatycznie spojrzałam na Kaję, uff śpi. Szukałam jakiegokolwiek innego chłopaka i na szczęście znalazłam. Przesunęłam Louisa na bok, zeby porozmawiać z Liamem.
- Gdzie byliście?
- W klubie, spokojnie, nic mu nie jest... Teraz, gorzej bedzie jutro...
- Nie ważne. Liam, potrzebuję twojej pomocy.
- Zamieniam  się w słuch.
- Kaja zasnęła na kanapie w salonie i ktoś musi ja zanieść, a Lou jest nawalony w cztery dupy, więc zostałeś mi ty.
- OK - boże jak ja kocham tego kolesia. Poszedł do salonu i wziął Kaję na ręce. Szedł na górę, a ja za nim. Nie mógł przeoczyć drzwi z wielkim napisem KeKe. Otworzyłam je przed nim, a Liam położył Kaję na łóżku. 
- Dzięki. -szepnęłam. Kiwnął tylko głową i wyszedł. Poszłam do salonu gdzie Louis oglądał telewizję. Usiadłam obok niego.
- Ta twoja siostra, to fajna dziewczyna. - zagadałam.
- Jeszcze nie raz pokarze rogi. - powiedział, a jego alkoholowy zapach utknął mi w płucach.
- Może tobie, ja już zdążyłam się z nią zaprzyjaźnić. - powiedziałam wstając.
- Gdzie już idziesz?
- Idę spać.- powiedziałam i odeszłam. Kiedy byłąm już w naszym pokoju, poszłam się przebrać w piżamę i zmyć makijaż. Jak już skończyłam, położyłam się do łóżka. Nie miałam problemu z zaśnięciem.

_____________________________________________

Jest kolejny rozdział!! Dziękuję za komentarze. Kocham Was. ♥ Dawno mnie nie było, ale to dlatego, że poprawiam oceny ;/ We wakacje będę częściej, więc zaglądajcie!

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 2 " Po raz pierwszy w życiu poczułam się jak księżniczka..."

Postanowiłam wejść do sali. Jednak od razu kiedy tam weszłam zakręciło mi się w głowie i nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Ciemność...




Obudziłam się z bólem z tyłu głowy. kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam zatroskanego Louisa, a z tyłu Julię.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Jak widać. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na ustach.
Próbowałam wstać, ale nogi znów odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam na Louisa.
- Może któryś z chłopaków cię odwiezie i odpoczniesz - zaproponował. Widziałam, ze coś jest nie tak.
- Lou, wszystko w porządku?- zapytałam.
- Tak. - odpowiedział. Nie chciałam się z nim kłócić.
- Chcę tu zostać, nie chcę, żeby któryś z nich mnie odwoził. - powiedziałam powoli. Louis kiwnął głową. Uważnie go obserwowałam. Co się stało kiedy zemdlałam?!
- Idę po kawę, też chcesz? - zapytał.
- Yyy nie, ale chcę gorącą czekoladę. - odpowiedziałam siadając obok mamy. Delikatnie złapałam jej rękę. Zaczęłam rozmawiać o czymś z Julią, kiedy przyszedł Louis i wręczył mi czekoladę. Posłałam mu serdeczny uśmiech i znów zwróciłam się do mojej przyjaciółki. po chwili poczułam jak uścisk się zaciska i to nie byłam ja.
To ona zacisnęła uścisk. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w stronę mamy. Spojrzała na mnie z tym swoim uśmiechem i powiedziała:
- Pamiętaj, ze nie ważne, czy w życiu ci wyjdzie czy nie, czy spełnisz swoje marzenie czy nie... Pamiętaj, najważniejsze jest to, że się starałaś... - te słowa utkwiły mi w głowie. Zawsze kiedy z czymś sobie nie radziłam, ona mówiła "najważniejsze, że się starałaś". Dzięki tym słowom, zawsze próbowałam dalej, to dzięki tej kobiecie nauczyłam się żeby nigdy się nie poddawać i że jeśli na czymś ci zależy osiągniesz to. Jeśli teram ma jej się coś stać... Jeśli teraz ma umrzeć, to ja jej nie zostawię. Nie będę taka głupia jak kiedyś i nie zostawię jej tak jak zostawiłam tatę.
- Kocham cię, mamo. - powiedziałam, podkreślając słowo "mamo". Uśmiechnęła się. Miałam łzy w oczach, nie wiedziałam co robić, bałam się, że stracę też ją. Moja mama zmarła od razu po urodzeniu mnie i mam wrodzoną wadę nadgarstka i prawdopodobnie nigdy nie będzie w pełni sprawny, a ta kobieta pokazała mi, że jestem normalną osobą mimo wszystko. Bardzo dobrze zastępowała samą mamę, a potem obojga rodziców. Zawsze traktowała mnie jak swoją biologiczną córkę. Lzy mimowolnie płynęły po moich policzkach. Mam dość. Wybiegłam z sali jak najszybciej mogłam omijając wszystkie spojrzenia ludzi, a już tym bardziej kumpli mojego brata. Kiedy znalazłam się na dworze zwinęłam rękę w pięść i uderzyłam w mur szpitala. Z ręki poleciała krew. Przygryzłam wargę. Przybiegła do mnie Julia.
- co ty do jasnej cholery robisz co?! - wykrzyczała na mnie. Zaczęłam płakać. - przepraszam, słońce nie chciałam, po prostu się zdenerwowałam, wiem że to wszystko to dla ciebie za dużo, ale jakoś, przez to przejdziemy. Razem. - powiedziała przyjaźnie się uśmiechając.- Może faktycznie, ktoś powinien zabrać cię do domu co?
- Nie. - powiedziałam stanowczo. - Nie zostawię jej teraz, ona nie zostawiła mnie nigdy, więc ja nie zostawię jej teraz kiedy jest w tym stanie. Nie mogę. - powiedziałam. Ostatnie dwa słowa wypowiedziałam cicho, ale na tyle głośno żeby usłyszała. Usłyszała i zrozumiała, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo już nic więcej nie mówiła. Pomogła mi wstać i wróciłyśmy do szpitala.
- Jezu co ci się stało? - zapytał Louis na wejściu. Dopiero teraz przypomniałam sobie, ze przecież mam rozwaloną rękę.
- Nic takiego, jebłam ręką w ścianę.- odpowiedziałam spokojnie. Podszedł Zayn i spojrzał na moją dłoń.
- Wnioskuję, że masz dobrego prawego sierpa. - powiedział dławiąc się śmiechem.
- Uważaj, bo zaraz się przekonasz.
- Spróbuj. - już miałam go udeżyć, kiedy Louis złapał moją rękę.
- Ty tak na serio? - zapytał.
- Sam chciał. Ja tylko chciałam spełnić jego prośbę. - powiedziałam.
- I przy okazji złamać mi szczękę. - dokończył Zayn.
- Przy okazji...  - powiedziałam szczerząc się. Louis popatrzył na mnie karcącym wzrokiem.
- Co? - zapytałam.
- Nic. - westchnął. Uśmiechnęłam się i chciałam odejść, ale przypomniało mi się coś i odwróciłam się z powrotem w stronę Louisa.
- Jak z mamą? - zapytałam.
- Już jest lepiej, być może ie długo wróci do domu... - powiedział zmieszany. Wiedziałam, ze nie mówi mi wszystkiego. Uważał, że tak będzie lepiej. Zresztą ja też nie jestem z nim do końca szczera, kiedy mówię, że u mnie wszystko okej. Zobaczyłam spieszących się lekarzy i pielęgniarki, coś musiało być nie tak, ale gdzie tak się spieszyli... Zaraz, zaraz wszyscy wchodzą do sali mojej mamy. Co się do cholery dzieje?! Pobiegłam w tamtą stronę, ale nie chcieli mnie wpuścić.
- Jest już lepiej?! - zwróciłam się do Louisa
- Było.
- W co ty ze mną pogrywasz Tommo?! - krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze.
 - KeKe uspokój się. - starał się brzmieć spokojnie, ale wiedział, że kiedy mówię do niego "Tommo", to nie żartuję.
- I nie mów do mnie KeKe! Nie jestem twoją koleżanką.- łapałam pojedyncze spojrzenia chłopaków.
- Masz rację. Jesteś moją siostrą...
- Skoro, jestem twoją siostrą to chyba powinieneś być ze mną szczery! - przerwałam mu. - przynajmniej w takich sytuacjach. - dokończyłam ciszej.
- A w jakich sytuacjach mógłbym cię okłamać? - zapytał, nie chciałam, żeby to usłyszał.
- Na pewno nie w takiej! Teraz to chyba nie jest najważniejsze! - powiedziałam spoglądając w stronę sali, w której próbowano uratować życie mojej mamie. Kaja jesteś zajebista, tam twoja mama walczy o życie, a ty tutaj kłócisz się z bratem pomyślałam.

***
Kiedy akcja ratunkowa się skończyła, cała ekipa, która była w sali wyszła kiwając głowami. 
- Możecie się pożegnać. - powiedział lekarz. O nie, nie nie nie nie nie nie nie nie nie. Wbiegłam do sali. 
- Dlaczego ty mamo? - powiedziałam do kobiety leżącej obok mnie. Położyłam głowę na jej brzuchu. Dlaczego? Dlaczego ona? Dlaczego nie ja? moje myśli kłębiły się w głowie. 
 Jedna samotna łza spłynęła mi po policzku. Nie chciałam jej wycierać. Do oczu zaczęły napływać następne i chociaż nie chciałam płakałam, a najgorsze w tym wszystkim było to, ze jak bardzo bym chciała, nie mogłam przestać. Miałam dość. Znowu. Zaczęłam krzyczeć. Nie wiedziałam co robić. Poczułam ręce obejmujące mnie. Julia.
- KeKe, nie płacz. Proszę cię. Jakoś sobie poradzisz.. - mówiła cicho. - Jesteś silna, KeKe, proszę... Chodź, pójdziemy do domu, napijesz się kakao... 
- Do jakiego domu?! Ja nie mam już domu! - krzyknęłam. - Gdzie jest Louis? - zapytałam rozglądając się.
- Wyszedł. 
- Mój Boże pozwoliliście mu teraz wyjść gdzieś samemu?! - krzyczałam.
- Nie. Liam i Niall za nim poszli. - powiedział zachrypnięty głos za mną. Ten, którego tak nienawidziłam. - Zanim wyszedł kazał nam zawieźć was do jego domu, więc ruszaj dupę i wsiadaj do auta. - dokończył. Bez słowa wykonałam jego polecenie, nie miałam ochoty na kłótnię z nim.
- Może byś odnosił się do niej grzeczniej dupku. - upomniała go Julia.
- Czyli teraz ma jakieś specjalne względy? - krzyknął.
- Uważaj sobie chuju! - ona też podniosła głos. Zaczęli się kłócić. Po chwili do kłótni dołączył Harry i zrobił się harmider. 
- A moze tak byście się zamknęli i zawieżli nas w końcu do tego cholernego domu, bo i tak już jestem kurewsko wkurwiona, więc nie musicie tego pogarszać. - warknęłam. Wszyscy wsiedli do samochodu nie mówiąc ani słowa. Zayn siedział na miejscu kierowcy, Harry siedział obok niego, a my dwie z tyłu. Obserwowałam bacznie wszystkie mijane samochody i domy.
Cały czas czułam, ze brakuje mi jakiejś cząstki mnie. Wiedziałam, że już nikt nie uzupełni tej cząstki. Zatrzymaliśmy się pod dosć dużym domkiem jednorodzinnym. Był uroczy. Wyszłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Nie zdążyłam zapukać, a już stała przede mną śliczna, wysoka brunetka.
- Cześć, jestem Eleanor. Ty musisz być Kaja. - powiedziała.
- Cześć. Jestem Kaja. Nie myliłaś się. - powiedziałam uśmiechając się. - Jest Louis? - zapytałam.
- Nie, ale nie długo wróci... Tak myślę... - zamyśliła się. - Wejdźcie.  Chodź pokarzę ci twój pokój. - dziewczyna prowadziła mnie w górę po schodach, aż doszłyśmy do pokoju, na drzwiach którego była tabliczka z napisem "KeKe". Weszłam do pokoju i zobaczyłam nad łóżkiem napis "Kaja", on na mnie czekał. Pokój był koloru beżowego i miał duże pewnie wygodne łóżko, a po obu jego stronach były dwie komódki. Na ścianie, na sznurku wisiały zdjęcia. Moje, moje z Louisem, z mamą, najróżniejsze. W pokoju była gigantyczna garderoba, taka jaką zawsze chciałam mieć i łazienka. Na parapecie były poduszki, co bardzo mi się podoba. No i, chyba najważniejsze, to, to, że była tam gitara. Z podpisem EDA SHEERAN'A.
- Ona... Jest moja? - zapytałam wskazując w jej stronę.
- Mhm. - odpowiedziała uśmiechając się. - Lou wspominał, ze lubisz Eda i załatwił ci jego podpis. - Wow no nieźle.- To ja wychodzę i cię zostawiam.
- No okej. - odpowiedziałam. Zostałam sama w tym moim małym królestwie. Po raz pierwszy w życiu poczułam się jak księżniczka, ale tak czy siak nigdy nie będzie podobał mi się ten dom tak, jak stary...

________________________________

Trochę długi wyszedł, ale trudno.  Najważniejsze, że w końcu jest. Jesli  Wam się podoba, to zostawcie komentarz, pisze to dla Was. ;)


piątek, 30 maja 2014

Rozdział 1 "Nigdy nie była typową macochą, bo była prawdziwą mamą"


Siedziałyśmy razem z Julią u mnie w domu pisałyśmy piosenkę dla mojego marzyciela (podopiecznego z fundacji).
- Wydaję mi się, że tutaj zamiast D-mol powinno być E- mol - przerwała Julia.
- Może masz rację... - zagrałam to samo zmieniając te chwyty. Miała rację było lepiej. - Faktycznie. - powiedziałam jej poprawiając chwyty w zeszycie. Usłyszałam dzwonek do drzwi i zbiegłam na dół. Słyszałam powolne kroki Julii za mną przez co się uśmiechnęłam. Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam Louisa i resztę zespołu.
- Hej - powiedziałam z uśmiechem. Starałam się, zeby wyglądał na szczery, ale nie mam pojęcia czy sie udało.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz na przemęczoną. - powiedział Lou przyglądając mi się.
- Wiesz sporo zajęć... I ten... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bo Kaja, ma teraz sporo marzycieli i ciężko jest, ale daje radę. - powiedziała Julia wyrastając zza moich pleców. Ta dziewczyna była moim błogosławieństwem, jak ja ją kocham. Nie chciałam, zeby Lou wiedział, że mam problemy z byłym. Mój brat ma swoje problemy, a jeszcze ja będę przelewać mu moje, bez sensu. Nieważne.
- To może wejdźcie. - powiedziałam.
- Nie ma mamy? - spytał Louis rozglądając się po domu.
- No nie ma wyszła na zakupy. Za chwile pewnie przyjdzie. - odpowiedziałam. - Ale dopóki jej nie ma nic nie zjecie, bo w lodówce pusto. - dodałam uśmiechając się. Louis odwzajemnił ten gest siadając na kanapie i włączając telewizor. To samo zrobiła reszta zespołu.
- Idziemy na górę. - powiedziałam.
- Ty to zawsze się szybko zmywasz słońce... - skomentował Zayn.
- Bo wiesz kotku, nie za bardzo mam z tobą o czym gadać, bo twoje IQ jest jedno liczbowe, a moje jednak trochę większe, co biorąc pod uwagę twój wiek jest trochę dziwne, czekaj, nawet bardzo dziwne. - powiedziałam.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam na górę. Tuż za mną szła Julia. Otworzyłam przed nią szeroko drzwi mojego pokoju, a kiedy weszła głośno trzasnęłam drzwiami.
- Nie sądzisz, że powinnaś powiedzieć Louisowi o Davidzie i o kłopotach z nim?. - powiedziała cicho zanim zdążyłam usiąść.
- Louis ma swoje własne kłopoty i nie potrzebne mu moje. - powiedziałam powoli.
- Ale powinien wiedzieć, jesteś jego siostrą. Zależy mu na tobie. - odpowiedziała równie wolno.
- Słuchaj, moje problemy, to moje problemy i tylko ty i ja możemy o nich wiedzieć.
- A twoja mama?
- Ona też nie wie wszystkiego... - powiedziałam zmieszana. - Ale tak jest lepiej dla niej - dopowiedziałam szybko.
- KeKe (czyt. Kiki) - westchnęła, ja również.
- Tak wiem, że wpakowałam się w gówno, ale coś wymyślę, żeby z niego wyjść.
- Co? - zapytała. Zastanowiłam się. Przecież sama nie wiem, ale coś muszę jej powiedzieć...
- Coś. - odpowiedziałam. Wow kreatywnie. Miałam ochotę zacząć klaskać. Julia popatrzyła na mnie, ale nic nie powiedziała. Byłam jej za to cholernie wdzięczna. W tej niezręcznej ciszy usłyszałam otwierane drzwi wejściowe. Mama wróciła pomyślałam. Zeszłam na dół łapiąc spojrzenia chłopaków. Musiałam jakoś uwolnić się od Julii. Ona zawsze była zwolenniczką prawdy, ale tym razem kłamstwo było nieuniknione . Pomagałam mamie rozpakowywać zakupy, a Julia rozmawiała z Harrym i chichotała.
- Pokłóciłyście się? - z zamyślenia wyrwały mnie słowa mamy.
- Emm co? Nie. - odpowiedziałam nadal zamyślona.
- No cóż wyglądacie jakbyście się pokłóciły...
- Nie.... po prostu mamy inne zapatrywania na różne rzeczy... Ale zaraz nam... Przejdzie... Tak... przejdzie...- wyjąkałam nie będąc pewna co mówię, ale mama widocznie zauważyła, że ten temat jest dla mnie ciężki, więc przestała go drążyć. Dzięki Bogu.. Kiedy skończyłyśmy rozpakowywać zakupy, zabrałam jabłko, wyszłam z kuchni i usiadłam Louisowi na kolanach w salonie.
- Co znowu dzieciaku? - zapytał Louis łapiąc mnie za brzuch, a ja szybko zabrałam jego dłonie.
- No tak zapomniałem... Przecież masz gilgotki. - powiedział zaczynając mnie łaskotać. Zaczęłam krzyczeć i miotać się.
- Dobra dość! - mama przyszła z odsieczą. Podniosłam się i zadziornie uśmiechnęłam.
- To jeszcze nie koniec Lou.- powiedziałam.
- Pięknie wyglądasz. - wyszczerzył sie Malik. Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi i stałam zdezorientowana patrząc trochę na niego i resztę.
Kiedy zorientowałam sie, że przecież miotałam się na wszystkie strony i mam potargane włosy przewróciłam oczami i przeczesałam je palcami.
- One układają się z wiatrem. - zaśmiałam się. Usłyszałam z kuchni ciężki kaszel i szybko tam poszłam.
- Mamo wszystko w... - przerwałam kiedy zobaczyłam mamę plującą krwią, nie wiedziałam co zrobić.
- Louis! - krzyknęłam przerażona. Szybko wbiegł do kuchni i kiedy zobaczył co się dzieje kazał mi wyjść.
- Nie wyjdę stąd oszalałeś?!- krzyknęłam. Louis skinął do Nialla, żeby mnie powoli wyprowadził z kuchni. Krzyczałam, bluzgałam i walczyłam z nim. Wszystko na nic i tak był silniejszy. Usiadł na kanapie, a ja byłam zmuszona siedzieć mu na kolanach. Z oczu popłynęły mi łzy bezsilności. Julia uklęknęła przede mną i coś mówiła, ale ja nie słuchałam, bo nadal walczyłam z Niallem. W pewnym momencie Niall odwrócił mnie i przytulił do swojego torsu.
- Nic jej nie będzie, Louis już wezwał karetkę. Będzie w dobrych rękach. - dopiero w ramionach blondaska trochę się uspokoiłam. Może właśnie tego potrzebowałam... Może po prostu potrzebowałam trochę ciepła i kojących słów..Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi wzdrygnęłam się. Wiedziałam, że przyjechało pogotowie po mamę. Kiedy zabierali ja do karetki, powiedzieli, ze mogą wziąć dwie bliskie osoby. Louis nie wahał się i wszedł do samochodu razem ze mną. Poprosił chłopaków żeby też pojechali osobnym samochodem i żeby wzięli ze sobą Julię, chociaż o to nie prosiłam. Mój brat dobrze wiedział, że będę potrzebować jej wsparcia. Mimo, że nie była moją biologiczną mamą była dla mnie bardzo ważna i zawsze dobrze się dogadywałyśmy. Nigdy nie była typową macochą, bo była prawdziwą mamą. Kiedy przyjechaliśmy do szpitala i skończyły się wszystkie formalności, mamie przydzielono salę. Siedziałam w poczekalni kiedy ją badano, chociaż mogłam tam być wolałam zostać tutaj, nienawidziłam szpitalnych sal. powtarzałam sobie w myślach, że wszystko będzie w porządku, ale nie mogłam w to wierzyć. Lekarz coś powiedział, a Louis spochmurniał. Co do cholery się dzieje?! Kiedy lekarz wyszedł z sali, Louis poszedł za nim. Wstałam i zagrodziłam mu drogę.
- Co się dzieje? Co z mamą? - zapytałam.
- Mama... Mama... ona ma... ona ma raka płuca. - oparłam się o ścianę i osunęłam w dół. Zaczęłam płakać. Louis kucnął przede mną.
- To tylko diagnoza, będą ją jeszcze badać... Ale na razie zamieszkasz u mnie.- przez chwilę myślałam, ze żartuje, ale kto mógłby żartować w takiej chwili? Mówił prawdę. Nie chciałam mieszkać z Lou, bo to znaczyło, ze bedę częściej spotykać tych głupków z zespołu. Jednak nie miałam siły się o to kłócić więc tylko pokiwałam głową. Bałam się, ze mama umrze i będę musiała mieszkać z nim długo, za długo. Postanowiłam wejść do sali. Jednak od razu kiedy tam weszłam zakręciło mi się w głowie i nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Ciemność...
________________________________________________
No to tego... Ja biorę sie za kolejny rozdział, a Wy komentujcie! ;)




David Schmidt (19 l.) - były chłopak Kaji. Jest dilerem narkotyków. Wszędzie są porozstawiani jego kumple. Jest największym koszmarem Kaji. Będzie ją prześladował. Uważa, zę ona jest tylko jego i skoro on nie może jej mieć, to nikt nie będzie jej miał.

Okej no to mamy nowego bohatera. Nie wstawiłam go do bohaterów, bo po pierwsze, stwierdziłam, że jest tam nie potrzebny, a po drugie, bo o nim zapomniałam xd Przyznaję się do grzechu... <3













czwartek, 29 maja 2014

Hej i Bohaterowie

Hej, znowu ja i znowu Zayn. Jakoś nie mogę pisać o kimś innym może kiedyś... Ale nie teraz! Więc poznajcie bohaterów kolejnego opowiadania <3













Kaja Tomlinson (17 l.) - przyrodnia siostra Louisa Tomlinsona*. Gra na gitarze i śpiewa. Bardzo dobrze czuje się w kuchni. Nie lubi 1D, ale z Louisem dogaduje się całkiem dobrze. Jest wolontariuszką w fundacji "I'm a dreamer" i pomaga chorym dzieciom spełniać marzenia. Lubi twardo stawiać na swoim i przez to nie raz wpakowała się w kłopoty.

" Jeśli wychodzisz to jebnij mocno drzwiami, żebym wiedziała, ze już nie wrócisz"
" Po prostu nie potrafię uszczęśliwiać siebie, ale potrafię uszczęśliwiać innych"















Julia Makowska (17 l. ) - Jej tata pracował z biologicznym tatą Kaji, jest jej najlepszą przyjaciółką i nigdy jej nie zostawia. Gra na gitarze i śpiewa. Jest bardzo energiczna i radosna. Przyjechała do Londynu razem z Kają, bo ich ojców przenieśli do pracy za granicę.

"To śmieszne jak bardzo możemy być zazdrośni o kogoś z kim nawet nie jesteśmy"
"Nigdy nie zabieraj człowiekowi wszystkiego co ma, bo wtedy nie ma nic do stracenia i jest zdolny do wszystkiego"

















Louis Tomlinson (21 l.) - używa nazwiska swojego ojczyma, bo jego biologiczny ojciec zostawił go kiedy miał 4 lata. Jest pewny siebie i nie ma problemu z kontaktem z kobietami. Lubi przebywać wśród ludzi i jest bardzo towarzyski, ale najbardziej lubi być z rodziną. Jest dumny ze swojej przyrodniej siostry i zawsze bardzo ją chwali.

"Nikt nie będzie mówił mi jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze"
"Nigdy nie bądź plastikowa, bo przecież jesteś piękna"














Liam Payne (20 l.) - najspokojniejszy chłopak z 1D. Jest romantykiem i lubi rozpieszczać dziewczyny. Mógłby jeść czekoladę codziennie. Nienawidzi kiedy dziewczyna płacze. Ceni dziewczyny, które nie boją się pokazywać swojego naturalnego piękna.

"Żyj swoimi snami i nigdy się nie budź"
" Łzy to nie wstyd, to oznaka, że ci na czymś bardzo zależy"




















Niall Horan (19 l.) - uroczy Irlandczyk kochający jeść i spać. Lubi Justina Biebera. Bardzo lubi naturalne dziewczyny, które ładnie pachną. Zawsze próbuje zaprzyjaźnić się z każdym. Bardzo spodoba mu się Julia, ale nie będzie miał odwagi, by to powiedzieć.

"Śpij, aż będziesz głodna, jedz aż będziesz śpiąca, proste"
"Pamiętaj kto był, kiedy nikogo nie było"












Harry Styles (19 l.) - flirciarz, jest bardzo zabawny i przesadnie pewny siebie, dlatego Kaja nie przepada za nim. Lubi gotować i odnajduje się w tym. Lubi kiedy dziewczyna jest od niego niższa. Ma słabość do kobiet o długich włosach. Zawsze on pierwszy ma skojarzenia.

" Kiedy kończy się zaufanie, kończy się związek"
"Zapomnij o tym co było, żeby w końcu mieć to co będzie"




















Zayn Malik (20 l.) - "zespołowy" Bad Boy. Jednak tak naprawdę jest uroczy, ale potrafi pokazać rogi i postawić na swoim. On i Kaja w jednym pokoju to mieszanka niebezpieczna. Nie potrafi dojść z nią do porozumienia. Ale może jest jakieś światełko w tunelu...

"Pomyśl, jeśli ludzie mówią coś za twoimi plecami, to znaczy tylko tyle, ze jesteś przed nimi"
"Krew na nadgarstkach to nie oznaka głupoty, tylko bezsilności"















Eleanor Calder (20 l.) - dziewczyna Louisa i przyjaciółka Danielle Peazer. Studiuje politechnikę i Socjologię. Dorabia jako modelka. Jest przyjaciółką każdego i stara się pomagać wszystkim. Lubi dzieci i bardzo często się nimi opiekuje.

" Miłość przychodzi na palcach, a odchodzi trzaskając drzwiami"
" Bo serce ciągle chce, a rozum nie"













Danielle Peazer (20 l.) - dziewczyna Liama i przyjaciółka Eleanor. Jest tancerką. Jest spokojna i raczej cicha, nie przepada za alkoholem. Nie czuje się najlepiej będąc w kuchni, ale bardzo się stara. Zawsze stara się iść na kompromis niż kłócić się.

"Los czasem rozdziela bliskich sobie ludzi, by uświadomić im jak wiele dla siebie znaczą"
"Niektórzy faceci są do dupy"

_______________________________
Jak podobają się bohaterowie? I tak wiem, że Liam nie jest już z Dan, ale jakoś bardziej lubię ją od Sophii.
* Biologiczny tata ma na nazwisko Austin, a Louis ma nazwisko swojego ojczyma. Jakby ktoś nie wiedział, to tak dla jasności.