czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 26 "JA jestem problemem"

- Oh. Jak mi ciebie brakowało. - westchnęły El i Julia... 


*** Oczami Kai ***

...Uśmiechnęłam się miło do dziewczyn. Powoli przypominałam sobie wydarzenia, sprzed paru dni(?), godzin (?). Nie wiem ile tu leżałam. Z każdym przypomnianym wydarzeniem czułam coraz większe obrzydzenie do siebie. Chcę wrócić do domu i się umyć. Jak najszybciej. 
- Kiedy wracamy do domu? - powiedziałam słabo. Przez tego idiotę mam jebany gips na nadgarstku i nawet nie wiecie jak to utrudnia życie. 
- Powinnaś odpoczywać - odezwał się Josh stojąc we framudze drzwi. Ej, ej, ja się już naspałam i naodpoczywałam. Chcę do domu. - Ale jeśli czujesz się na siłach i chcesz iść, to cię nie zatrzymam - dodał. No i prawidłowo. 
- Tak, chcę iść do domu. - powiedziałam. Lou i Julia spojrzeli na mnie z troską.
- Jesteś pewna? - zapytał Lou.
- Tak. Jestem. - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę, ale momentalnie ją cofnęłam. Zobaczyłam, że mu smutno. Nic nie mogę z tym zrobić. To jest podświadome. Chciałabym ich wszystkich mocno wyściskać. Chcę czuć, że są i już nigdy mnie nie zostawią. Ale nie umiem. Nie mogę. Po prostu. Louis odchrząknął.
- W takim razie, rano pojadę do domu po twoje ciuchy i ci je przywiozę. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie. - A teraz nie wiem. Może pozwolisz nam się zdrzemnąć. - powiedział delikatnie.
- Jasne. Pan Malik chyba nie ma z tym problemów. - powiedziałam patrząc na wspomnianego.
- Bądź cicho. Próbuję spać. Nie jesteś najważniejsza. - mruknął. 
- Nie brakowało mi ciebie. - przyznałam. Chłopak się nie odezwał. I dobrze. Nie jestem w humorze na kłótnie. Julia połozyła się tuż obok mnie i nie zamierzała wstać. Delikatnie się odsunęłam i patrzyłam jak zasypia.
- Strasznie się o ciebie bałam. Cholernie mi ciebie brakowało. - powiedziała. Uśmiechnęłam się. Mi ciebie też!!! Kocham cię!! krzyczała moja podświadomość. Ja sama się jednak nie odezwałam. 


***

Nie spałam prawie w ogóle. Nie chciałam. Miałam więcej czasu na przemyślenia. Louis i El niedawno pojechali mi po ciuchy. Ubieram się i jadę do domu. W końcu przyjechali.
Na dworze padało (witamy w Londynie), więc przywieźli mi długie jeansy, białą koszulkę i szary sweterek. Klasycznie. Eleanor wytrzasnęła mi jeszcze podkład i tusz do rzęs. Powoli wstałam i poszłam do wskazanej przez Josha łazienki. Słabo radziłam sobie z założeniem bluzki i zapięciem spodni przez ten cholerny gips. Przy zakładaniu spodni prawie się wyjebałam. Po dłuuuugim czasie wyszłam z łazienki.
- Gotowa? - zapytał Louis lustrując mnie.
- Tak, nareszcie. - powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się i poszliśmy do samochodu. Wspomnę jeszcze tylko, że wszyscy wrócili do domu wcześniej. Taka uwaga. Usiadłam na przednim siedzeniu. Patrzyłam na mijane domy i samochody. Louis spoglądał na mnie przelotnie. Ja na niego też. Czułam, że wszyscy są tacy obcy. Niby jest znowu spokojnie, znów może być normalnie, ale oczywiście ja nie umiem się przystosować. Oczywiście JA jestem problemem. Jak zwykle. Z domu Josha, do domu Lou był kawałek drogi, a ja nie miałam na nic siły. Oparłam głowę o szybę i już miałam zasnąć, kiedy z radia usłyszałam głos Ed'a Sheeran'a. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że jestem na jego koncercie. Louis chyba to zauważyła, bo podgłosił piosenkę. Uśmiechnęłam się. Normalnie czułam, że słyszę krzyki fanek Ed'a na koncercie. Tylko, że te piski to nie moja wyobraźnia, a szara rzeczywistość. Bo na widok Louisa parę dziewczyn zebrało się i zaczęło piszczeć. Razem z Lou uśmiechnęliśmy się do nich przelotnie i pomachaliśmy, z jedną czy dwoma zrobiliśmy sobie zdjęcia, przez szybę samochodu. 
Po dość długim czasie dojechaliśmy do domu. Lou wpuścił mnie pierwszą i wszyscy strasznie miło mnie przywitali. Tylko, że ja nie miałam ani siły, ani ochoty na takie imprezy powitalne. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś w moim pokoju i nie wychodziła. Mimo, że każdy chciał mnie wyściskać to ja nikomu na to nie pozwoliłam oprócz El, Julii i Danielle, bo to są dziewczyny. Im ufam bardziej niż całej reszcie. Szybko zmyłam się do kuchni by coś zjeść. Słyszałam, że Zayn zerwał z Perrie, ale teraz znowu są razem, a przynajmniej tak wnioskuję, bo są tu razem. A chuj z nimi. Ale, szczerze mówiąc, to widząc jak się całują, poczułam dziwne ukłucie w środku. Może po prostu jestem przemęczona. Zrobiłam dwie kanapki i poszłam do salonu. 
- Słuchajcie, to kochane, co dla mnie robicie, ale dzisiaj na prawdę nie mam ochoty na zabawę i w ogóle.  - powiedziałam im. Wszyscy posmutnieli. - Ja, chyba pójdę do siebie. - powiedziałam. Jeśli myślicie, że pójdę spać to się mylicie. Posłucham muzyki, wejdę na YouTube, na FB na Twittera, na Instagrama itp. A potem pójdę na balkon, czy na dach. Już tłumaczę o co chodzi z dachem. Z mojego balkonu bardzo łatwo wejść na dach, żeby popatrzeć w gwiazdy. Tylko tyle. Weszłam na kompa posprawdzałam wszystko i postanowiłam zagrać w Simsy. Po stworzeniu rodziny chwilę pograłam, a potem wszystkich uśmierciłam. Byli zbyt szczęśliwi, więc ich utopiłam i spaliłam. Jestem pojebana. Idę na dach....

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 25 "Pray"

Louis mnie do siebie przytulił. w jego objęciach nadal cicho nuciłam. Po pewnym czasie zasnęłam.


 *** Oczami Lou ***

 Kiedy się obudziłem, to myślałem, że wszystko co stało się wczoraj było snem. Niestety nie. Siedzę właśnie w kuchni i myślę o wszystkim i niczym. Wspominam. Nie mogę przestać o niej mysleć. Jest dla mnie ważna do chuja. Pamiętam wszystko. Pamietam jak pierwszy raz weszliśmy na dach naszego domu, żeby czekać na wschód słońca. Chuj z tym, że było strasznie zimno a wyszlismy koło 01.00. Siedzieliśmy tam w spokoju i czekalismy na wschód.
Pamietam dzień, kiedy wyjeżdżałem do X-Factor. Kaja była po usunięciu migdałków. I tak przyjechała i mi kibicowała. strasznie się cieszyła, kiedy scalili nas w zespół. Mimo wszystko zawsze była przy mnie. 
Pamiętam jak miała testy gimnazjalne. W tym czasie byłem w trasie czy coś. Cały czas wisiałem na telefonie. 
Pamiętam kiedy pierwszy raz przeżyła zawód miłosny. Nie umiałem jej pomóc, ale po prostu byłem. 


*** Oczami Julii ***


Siedzimy wszyscy w kuchni. Jesteśmy cicho. Czasem coś ktoś o niej powie. Zupełnie jakby już nie żyła. Denerwuje mnie to. Przecież jeszcze nie tak dawno biegałyśmy z mordami pomalowanymi farbami po drzewach i udawałysmy indianki. Jejku, pamiętam jej pierwszą wyrzuconą wiązankę. Brzmiała mniej więcej tak: Jebana kurwa suka, niech kurwa jebana jakiegos faceta na stałe znajdzie a nie jak dziwka się zachowuje. Ja pierdole suka jebana wyjebie jej zaraz kurwa. Niech się odjebie od niego dziwka pierdolona". Strasznie mnie to wtedy śmieszyło. Pamiętam jak chciałysmy być syrenami, tajnymi agentkami czy policjantkami. Pamiętam każdy obejrzany razem film. wiem jak płacze na Królu Lwie, Mój Brat Niedźwiedź, Gdzie jest Lessie, Mój przyjaciel Hachiko, czy nawet najzwyklejszych kreskówkach. Kaja mimo wszystko zawsze była w chuj wrażliwa. Ta cisza zaczyna mnie dobijać. 
- Przecież ona nie umarła do chuja! - wykrzyczałam, sama nie wiem dlaczego. Po prostu mam wrazenie, że oni wszyscy o tym zapominają.  - I nie umrze... - dodałam cicho. Nie mam już siły na to wszystko. niech ona się obudzi. Wszyscy patrzyli na mnie w osłupieniu. 
- Ej, spoko, przeciez wiemy, że ona żyje. - odezwał się Zayn. - nie musisz się drzeć. - dodał. Jak on mnie wkurwia.
- Wiem, kurwa, że tobie chuju byłoby na rękę gdyby tego nie przeżyła! - stanęłam przed nim. Chłopak wstał. Staliśmy twarzą w twarz.
- Obie mnie ostro wkurwiacie, ale nie byłoby mi na rękę, gdyby coś wam się stało. - powiedział patrząc mi w oczy. 
- Bo co? Bo byłby rozgłos? bo mogłoby cię to oczernić? - okej przyznaję, że chcę go wkurwić. Poczułam dłonie Justina na biodrach.
- Dosyć mała. - usłyszałam jego głos. Delikatnie odciągnął mnie od wkurwionego na maksa Zayna. Przytulił mnie do siebie. Podszedł do nas Nick i również się przytulił. Staliśmy tak dłuższą chwilę. Usłyszałam chrząknięcie i się obejrzałam. Josh opierał się o framuge drzwi od kuchni.
- Coś nie tak? - zapytał Lou.
- Nie... Znaczy chyba tak... Nie jestem pewien... - nie mógł się wysłowić.
- Do rzeczy Josh.  - warknął Nick.
- No więc... Jeśli Kaja nie obudzi się za cztery dni... To nie jestem pewien czy kiedykolwiek się obudzi. - usłyszałam. Wszyscy się załamali. Pobiegłam do Kai. Uklęknęłam przy łóżku. 
- Nie rób mi tego mała. Musi być jak dawniej. Teraz będzie lepiej. Błagam cię. - zaczęłam płakać. Nie jestem człowiekiem jakoś zajebiście wierzącym, ale odmówiłam modlitwę. Serio. Ja się modliłam. Zamknęłam oczy i zaczęłam się modlić. Tak było przez kolejne trzy dni...

*** 3 dni później ***

Jest już wieczór. Jeśli Kaja się nie obudzi to nie wiem co zrobię. Ja i cała reszta ekipy zasypiamy w pokoju Kai. Justin i Nick mocno mnie do siebie przytulają. Nie mogę przestać płakać. Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niej.

*** Oczami Louisa ***

Prawie wszyscy już śpią trzymam się ja i Julia. Nie mógłbym zasnąć. Mimo, że oczy same mi się zamykają, to nie pozwolę sobie zasnąć. Muszę pilnować Kaję. Po jakiejś godzinie zasypiałem na siedząco. 
- O ja pierdole, jak boli mnie ramię! - usłyszałem chrapliwy głos Kai. Myślałem, że się przesłyszałem. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem.
- Hej Lou. Gdzie my jesteśmy do chuja? - zapytała. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Większość się obudziła i patrzyła na Kaję jak na cud jakiś. 
- No, ale o co wam chodzi? Coś nie tak? wiem, że nie wyglądam najlepiej. - powiedziała. - ale to chyba nie powód, żeby się we mnie wgapiać. - dodała.
- Kocham cię. - powiedzieliśmy razem z Julią. Mocno ją przytuliliśmy. 
- Okej. A dowiem się gdzie jestem? - zapytała patrząc na nas. 
- Jestesmy u Josha. - wytłumaczył Nick. - A ty narobiłaś mi takiego stracha, że chyba nigdy więcej cię samej nie zostawie. 
- Oj tam. Przeciez żyję. - powiedziała.
-  Nawet mi tak nie żartuj. - warknąłem.
- Okej, okej.Przepraszam. - powiedziała sarkastycznie. - Głupi jesteście wiecie? Przecież zawsze mówiłam, że tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. - dodała po chwili.
- Oh. Jak mi ciebie brakowało. - westchnęły El i Julia... 

piątek, 8 maja 2015

Nje wiem jak nazwac ten post

Hejka!
Tyle się ostatnimi czasy dzieje. Ale nie martwcie się! Ja nie zamierzam zawieszać bloga przez te sytuacje z Zaynem. Poza tym, w tym opowiadaniu chłopcy są młodsi, mają trochę czasu do rozpadu. Mam nadzieję, że przez to wszystko nie stracę czytelników. I tak czytelników ubyło. Obserwatorów nadal jest tyle samo, ale wyświetlenia i komentarze świecą pustkami. Ale ja się nie poddaję. Cały czas będę pisać, bo na prawdę to lubię. 
I tak a propos tego wszystkiego: Mam wrażenie, że ja jedyna ie zawiesiłam opowiadania o Zaynie. Masakra jakaś. Może faktycznie jestem do tyłu z newsami, ale to co się dzieje to kompletna MASKARADA. Bywa.
A tak przy okazji. Ostatnio stwierdziłam, że nie umiem pisać rozdziałów systematycznie, więc znowu będą dodawane niesystematycznie. Znowu będę nieogarniętą blogerką. Jak zwykle.
Love you all <3

środa, 6 maja 2015

Rozdział 24 "I wish you were here"

- Wszystko zależy teraz od niej. Ja zrobiłem co mogłem. - po tych słowach zamarłem. Świat się właśnie dla mnie zatrzymał...


To było dla mnie ciosem. Słyszałem jak ktoś wchodzi do mieszkania. Pewnie Eleanor. Słyszałem głośny szloch Julii i czułem jak moczy mi koszulkę. Słyszałem pytanie Eleanor o to co się wydarzyło. Ale nie reagowałem na nic. Słyszałem jak Julia tłumaczy El co się dzieje i widziałem jak łzy spływają jej po policzkach. Cały drżałem. Wstałem i wyszedłem z domu. Eleanor poszła za mną. Chciałem zostać sam.
- Lou. Wiem, że ci trudno... Ale jestem przy tobie. - stała przede mną. Chciała złapać moją rękę, ale ją cofnąłem. W jej oczach dostrzegłem ból.
- Przepraszam El. Ale ty nic nie rozumiesz. Cieszę się, że jesteś przy mnie. Ale teraz chciałbym zostać sam. - powiedziałem.
- Rozumiem, ale... - nie dokończyła, bo jej przerwałem.
- Nie! Nic nie rozumiesz. Nikt nic nie rozumie. No bo jak? Dajcie mi spokój. Moja siostra może umrzeć, a ja nic nie mogę zrobić. To nie jest proste. Chcę być sam. - powiedziałem i chciałem odejść, ale El mnie zatrzymała.
- Nie Louis. Wiem, że wolałbyś zostać sam i rozumiem to. Nie wiem jakie to uczucie kiedy siostra jest bliska śmierci. Ale wiedz, że jestem przy tobie i staram się rozumieć wszystko co robisz. Bo cię kocham. Nie będę ci wciskała kitów, że Kaja przeżyje i wszystko znowu będzie okej, bo nie jestem duchem świętym i nie będę niczego obiecywać. Ale jedno wiem na pewno: Kaja jest w chuj silna. Poza tym nie zostawiłaby nas tak bez pożegnania. - uśmiechnęła się delikatnie. Kocham ją. Nie odezwałem się. Eleanor mocno mnie przytuliła. Wróciłem do domu. Od razu skierowałem się do pokoju, w którym znajdowała się Kaja. Napotkałem współczujące spojrzenie Justina. Julia leżała na łóżku tuż obok mojej siostry i szeptała jakąś piosenkę. Wyglądała jak w transie. Nicolas siedział na brzegu łóżka i nucił piosenkę wraz z Julią. Usiadłem obok Nicolasa. Przerwał na chwilę nucić i spojrzał na mnie. Jego spojrzenie wyrażało współczucie. Julia też na mnie spojrzała.
- Ona nie zostawi nas bez pożegnania. Prawda? - zapytała bezsilna jak dziecko.
- Nie jest z tych ludzi, którzy się nie żegnają. - powiedziałem pocieszająco. Julia powoli się podniosła. Kiedy tak patrzyłem na Kaję, nie wiem dlaczego przypomniałem sobie o moim jutrzejszym koncercie. Nagle do pokoju wszedł Liam. Stanął obok mnie i złapał mnie pocieszająco za ramię.
- Odwołaliśmy jutrzejszy koncert. Będziesz mógł tu zostać na noc. Wszystko załatwiliśmy razem z Eleanor. - powiedział. Kocham ich.
- Dziękuję. - wykrztusiłem. Liam wyszedł. Julia, Justin i Nick też. Zostawili mnie samego z prawie martwą siostrą.

*** Oczami Julii ***

Postanowiliśmy zostawić go na chwilę samego z Kają. Przyda mu się to. Mimo wszystko postanowiłam po cichu zajrzeć do pokoju. Louis mnie nie zauważył.
- No mała. Chyba nas nie zostawisz. Nie rób mi tego skarbie. Jesteś dla mnie w chuj ważna. Przepraszam, że ci tego nie okazywałem... - urwał. Widziałam pojedynczą łzę kapiącą z jego brody na pościel. - Kaju. Jak to będzie bez ciebie? - zapłakałam cicho. - Kto będzie ze mną zawsze tańczył? Kto będzie ze mną oglądał bajki? Komu będę robił gorącą czekoladę? Z kim się będę drażnił? Kto będzie we mnie rzucał poduszkami, kiedy będzie miał zły dzień? - prawda. Kaja zawsze kiedy była zła rzucała w każdego poduszkami. - Kto będzie tak zajebiście śpiewał? Zostaniesz tu ze mną. Będzie jak dawniej. - skończył, a ja byłam cała zapłakana. Cichutko weszłam do pokoju. Usłyszał mnie i spojrzał w moją stronę. Usiadłam obok niego na łóżku. 
- Nawet nie wiesz jaka jest dla mnie ważna... - powiedziałam tak cicho, że nie byłam pewna, czy usłyszał.
- Zdaję sobie z tego sprawę. - odwrócił się do mnie i starł łzę spływającą mi po policzku. - Poradzi sobie,  jest silna. Poza tym, zawsze mówiła, że tak łatwo się jej nie pozbędziemy. - uśmiechnęłam się delikatnie. On też. Ja i Louis zawsze mieliśmy dobry kontakt. Ale nie myślcie sobie. Zawsze byłam i będę dla niego drugą młodszą siostrą. Widział mnie w piżamie, totalnie nieogarniętą, ogarniętą, chorą, pijaną. Widział mnie w każdym wydaniu, często u nich przebywałam. Lubiłam tą domową atmosferę. Kochałam piec z nimi ciastka, pisać piosenki z Kają. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że tego mogłoby nie być. Ona zawsze przy mnie była. Przezywałam z nią każdy dramat, każdą komedię, każdą bajkę. Zawsze była obok. Nie umiem sobie wyobrazić jak by to było bez niej. Gdybym tylko mogła coś dla niej zrobić... Zaśpiewałam cicho:
I can be tough
I can be strong
But with you, it's not like that at all
There's a girl
That gives a shit
Behind this wall
You just walk through it

And I remember all those crazy things you said
You left them running through my head
You're always there
You're everywhere
But right now I wish you were here

All those crazy things we did
Didn't think about it just went with it
You're always there
You're everywhere
But right now I wish you were here

Damn, damn, damn
What I'd do to have you
Here, here, here
I wish you were here
Damn, damn, damn
What I'd do to have you
Near, near, near
I wish you were here

Lou patrzył na mnie, ale się nie odzywał. Zaczęłam płakać. Louis mnie do siebie przytulił. w jego objęciach nadal cicho nuciłam. Po pewnym czasie zasnęłam.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 23 "Świat się właśnie dla mnie zatrzymał"

Ale ni mogliśmy pozwolić, żeby Kaja na nas czekała zbyt długo. Musimy jej pomóc.



*** Oczami Kai ***

W ogóle nie spałam. Nie dostałam śniadania. W nocy przyszli do mnie około dwóch razy. Musze sobie jakoś poradzić. Muszę stad uciec. Bo inaczej nie przeżyję. Do piwnicy wszedł David i John. 
- Dzień dobry. - powiedzieli. Odwróciłam się. 
- Stroimy fochy? - zapytał John powoli mnie podnosząc. Cicho pisnęłam. Puścił mnie, a ja by nie upaść oparłam się o ścianę. Dasz radę. Spróbuj. Nic gorszego już cię nie spotka.  mówiłam sobie. John wyszedł. To mój czas.
- Jak możesz? Zawsze mówiłeś, że mnie kochasz. - nie zwrócił na mnie zbytniej uwagi. Powoli wzięłam pistolet, który był niedaleko mnie.
- Co ty kombinujesz? - zapytał przez chwilę na mnie patrząc.
- Nic. - powiedziałam. - Po prostu. Zawsze mówiłeś, że kochasz, że nigdy nie skrzywdzisz. - zmusiłam się do płaczu. No dobra, nie musiałam się zmuszać. - A teraz. Spójrz, co mi zrobiłeś. Ja wiem, że gdzieś tam daleko jest ten chłopak, którego kochałam. Wiem, że on jest gdzieś tam na dnie. Wiem to. - popatrzał na mnie.
- Mówiłem, że zawsze będziesz moja, a ty obiecałaś, że ja zawsze będę twój.
- Zmieniłeś się.
- Ja?! To ty mnie zostawiłaś! - zaczął się denerwować.
- Przepraszam. - powiedziałam. Zbliżył się do mnie. Podłożyłam mu pistolet do piersi. 
- Przecież tego nie zrobisz. - stwierdził.
- Odsuń się. - powiedziałam. Ręka mi się trzęsła. - No już! Odejdź ode mnie! - krzyknęłam, a on posłusznie odsunął się kawałek. Był nieco skołowany, ale sytuacja go bawiła... Szkoda, że dla mnie to nie jest takie śmieszne... Powoli się zbliżyłam. Korzystając z tego, że jak mówiłam jest nieco skołowany uderzyłam go pistoletem w krocze jak najmocniej umiałam. Wbiegłam po schodach na górę i ostrożnie szukałam wyjścia z domu(?) o ile domem można to nazwać. Po pewnym czasie znalazłam wyjście. Ale David zdążył już się otrząsnąć, a poza tym niedaleko był John. Musiałam być szybsza. Wybiegłam z domu i chyba zatrzasnęłam drzwi, bo nie mogli ich otworzyć. Zobaczyłam samochód. Pociągnęłam za klamkę. Nie sądziłam, że będzie otwarty. A nawet jeśli to wychodząc wzięłam klucze z komody. Mniejsza.Odpaliłam i odjechałam jakimś polem. Usłyszałam strzał, a potem poczułam ból w ramieniu. Ja również strzeliłam. David dostał w dłoń, a John chyba w ramię. Wreszcie mogłam skupić się na prowadzeniu. Usłyszałam jak jakiś niewielki przedmiot uderza o podłogę. TELEFON! OŁ JEA! Powoli go podniosłam i wybrałam numer policji. David od dawna był poszukiwany. Powiedziałam gdzie się ukrywa. Kiedy pytali o dane powiedziałam, że nie chcę rozgłosu, ale mówię prawdę. Rozłączyłam się. Samochód wyglądał jak wrak, a ręka i policzek bolały niemiłosiernie, więc zatrzymałam się na obrzeżach Londynu pod jakąś kawiarenką. Wybrałam numer Nicka. Odebrał od razu.
- Gdzie ona jest popaprańcu?! - warknął. Mimowolnie na moją twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Rozmawiasz z nią popierdoleńcu. - powiedziałam.
- Nie wierzę. Kaja! - wykrzyknął. - Gdzie jesteś? - usłyszałam głos Justina i czyiś szloch. 
- Obrzeża Londynu. Obok małej kawiarenki. - wyszłam z samochodu, żeby zobaczyć ulicę. - Na
Dunmow Road. - powiedziałam. - Poznacie po wraku samochodu. - dodałam.
- Nie ruszaj się nigdzie. Zaraz będziemy. - Lou. Mój braciszek. Rozłączyłam się. Wsiadłam z powrotem do samochodu. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego ludzie Davida jeszcze mnie nie sprzątnęli. Przemyślenia na ten temat pochłonęły mnie do tego stopnia, że na chwilę zapomniałam o bólu. Do samochodu podbiegła Julia z Nicolasem. Ostrożnie wyciągnęli mnie z auta i chcieli pomóc dojść do ich samochodu, ale zaprotestowałam.
- Poradzę sobie. - powiedziałam. Spojrzałam na Louisa, który stał z boku widocznie zmartwiony. Próbowałam się jakoś do niego uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas bólu. Weszłam do auta i odchyliłam głowę do tyłu. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie dotykał. Czuję się brudna. Siedziałam obok Louisa i Julii, Justin prowadził, a Nick siedział na miejscu pasażera spoglądając w lusterko. Poczułam się słabiej, więc odchyliłam głowę bardziej do tyłu i zamknęłam oczy.
- Justin, szybciej. - usłyszałam tylko stłumiony głos Julii, a potem odpadłam.

*** Oczami Louisa ***

Po pewnym czasie dojechaliśmy do przyjaciela Justina, który jest lekarzem. Nie wzięliśmy jej do szpitala, bo miała ranę postrzałową i nie chcieliśmy rozgłosu.  
Zaniosłem Kaję do wskazanego pokoju i wyszedłem, kiedy Josh (imię kolesia) mnie wyprosił. Wydawało się, że czekamy wiecznie. Siedzieliśmy w kuchni przy herbacie, którą nam zrobiła narzeczona Josha. Uderzałem palcami o blat stołu i czekałem zestresowany. Czułem na sobie wzrok Julii. Ona też była przerażona. W końcu znają się z Kają od dziecka. Podszedłem do niej i mocno ją do siebie przytuliłem. Wtuliła sie w moje ramię i zaczęła cicho płakać.
- Nie pozwoliła mi się nawet dotknąć. - powiedziała cichutko szlochając. Posadziłem ją sobie na kolanach, żeby było mi wygodniej.
- Była w szoku. Ale wiem na pewno, że bardzo cię potrzebuje. - przypomniałem sobie, że miałem napisać El, gdzie jesteśmy. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem dokładną ulicę. Do kuchni wszedł Josh i spojrzał na wszystkich.
- Wszystko zależy teraz od niej. Ja zrobiłem co mogłem. - po tych słowach zamarłem. Świat się właśnie dla mnie zatrzymał...


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 22 "Robię się coraz słabsza"

W sumie to nie wiem czy w ogóle dzisiaj zasnę...


Obudziłam się rano po około 2 godzinach snu. Jestem strasznie głodna. W końcu nie jadłam kolacji! Poczułam za sobą piękny zapach. Owsianka. Mmmm. Cholera. Ja chyba nie powinnam tego jeść. Przecież ci psychopaci nie dadzą mi umrzeć tak szybko. Biłam się z myślami. W momencie, kiedy miałam zwariować, mój brzuch postanowił spróbować. Jedzenie było pyszne, ale po niedługiej chwili zrobiło mi się słabo. Mam nadzieję, że Louisowi nic się nie stało. Chciałabym go zobaczyć. Tęsknie za nim. Nie chcę, żeby coś mu się stało. Tik-tak tik-tak, słyszałam dźwięk zegara, który był bardzo spokojny i usypiający. Tik-tak tik-tak. Zasnęłam.

***

Obudziłam się w ciemnym pokoju. Leżałam na czymś miękkim. Pewnie na łóżku. Chciałam przetrzeć oczy, ale okazało się, że moje ręce są przywiązane do obręczy łóżka.  Cholera. Cała się kleję. Nie chciałam przyjąć do wiadomości od czego się tak kleję... Powoli otworzyłam oczy. W pokoju było ciemno, ale udało mi się zauważyć zarys czyjejś sylwetki. Nawet głupi by się domyślił kto to.
- Nie próbuj sztuczek. - przymknęłam oczy. David powoli do mnie podszedł. - Fajnie się z tobą bawiliśmy skarbie. - mimowolnie z moich oczu popłynęły łzy. Chłopak odwiązał moje nadgarstki. Rozmasowałam obolałe miejsce.
- A teraz... - zdjął spodnie. Łzy płynęły po moich policzkach. - Weź go do buzi. - wiedziałam. No wiedziałam. Nie zrobię tego. Nawet choćbym miała teraz umrzeć. Powiedziałam mu to, ale on wepchnął mi swojego przyjaciela do buzi. Moja mądra głowa wymyśliła plan. Korzystając z okazji ugryzłam go. David krzyknął i szybko się ode mnie odsunął. Ja głupia zostałam w miejscu zamiast uciekać. Kiedy zorientowałam się co zrobiłam, i co mi może przez to grozić, poraczkowałam do drzwi. Jednak było już za późno. David z łatwością mnie dogonił. Złapał moje włosy sprawiając tym samym, że wstałam. Poprowadził mnie do jakiś schodów, które prowadziły w dół, zapewne do piwnicy. Kiedy staliśmy przed tymi schodami on po prostu mnie zepchnął. Spadłam z wielkim hukiem. Poczułam ból w moim nadgarstku. Tym niepełnosprawnym. Nie wiem czy pamiętacie, ale wiem, że wspominałam. Pisnęłam z bólu. Zwinęłam się w kłębek. Po około godzinie usłyszałam kroki. Zwinęłam się jeszcze bardziej. Do piwnicy wszedł ten stary koleś. Znowu zaczęłam płakać. Robię się coraz słabsza. Muszę stąd uciec. 
- Teraz się mnie posłuchaj. - podniósł mnie niedelikatnie, ale delikatniej od Davida. - Będziesz grzeczna, to mniej zaboli. A jak nie będziesz się słuchać, to będzie bolało bardziej. - powiedział. Po niedługiej chwili był zupełnie rozebrany. 
Byłam grzeczna i się słuchałam, ale i tak w chuj bolało. Za chuja nie był delikatny. Nawet nie udawałam, że sprawia mi przyjemność. Przez to bił mnie po twarzy i mówił, żebym się zamknęła. Miałam wrażenie, że występuję w jakimś słabym filmie, w którym jest więcej porno niż filmu...
W ogóle, to wcześniej nie przyjrzałam się tej piwnicy. Wyglądała jak pokój Greya (ta dam) tylko, że w kolorach szarości, a nie czerwieni. kiedy skończył poczułam ulgę i nagły przypływ pewności siebie.
- Jesteście zwykłymi chujami. Nie dziwię sie, że żadna was nie chce i potrzebujecie zabawek do seksu. - powiedziałam w tym głupim przypływie pewności siebie. Jestem pojebana. Facet spojrzał na mnie, a ja ciągnęłam. - No i co sie tak głupio patrzysz? Nawet tego chuju nie potrafisz zrozumieć? Aż taki głupi jesteś? - wtedy się wkurwił. Odwrócił się ode mnie. Po chwili wrócił by uderzyć mnie z otwartej ręki w policzek. Kiedy poczułam przeszywający ból, zorientowałam się, że w ręce miał gwóźdź. Cholera. W jednej chwili zrobiło mi się słabo. Opadłam na podłogę po czym poczułam dwa kopnięcia w brzuch. Potem jedno w plecy. A potem przestałam liczyć. 
Kiedy wyszedł skuliłam się i starałam myśleć o miłych rzeczach, żeby zasnąć. Nic nie działało. Wszystko o czym myślałam wzbudzało we mnie płacz.

*** Oczami Lou ***

Kończymy już z kumplami Davida. Z tego co słyszałem zostało ich już jakoś trzech. Dostałem sms. Został jeden. Poprawka. Już koniec. Koniec. Nareszcie możemy jej pomóc. Policja ich zabrała. A my zostaliśmy anonimowi. Poszedłem spotkać się z resztą bandy. 
- Nic nikomu nie jest? - zapytał Justin, kiedy wszyscy przyszli.
- W porządku Jus. - powiedziała Julia po dokładnym zlustrowaniu każdego z nas.
- W takim razie zostało nam teraz już tylko namierzyć położenie Kai. - powiedział Justin.
- A to będzie utrudnione, bo coś się stało z jej telefonem. - dodał Nick. Nikt się nie odzywał. W ciszy wróciliśmy do domu. Zapomniałem wam powiedzieć, że Zayn jest teraz załamany, bo Perrie przez tą całą sytuację go zdradziła i powiedziała, ze to jego wina, więc zerwali. Każdy widział, że nie ma siły na naszą akcję. Ale ni mogliśmy pozwolić, żeby Kaja na nas czekała zbyt długo. Musimy jej pomóc.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 21 "Nie zostanę tutaj 5 dni"

Kulka. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam tylko jak przyjaciółka krzyczy moje imię. Zemdlałam...


Obudziłam się w ciemnym pokoju. Nie było tu nikogo oprócz mnie. Ups. Strach zżerał mnie od środka. Usłyszałam otwieranie drzwi i zobaczyłam znaną mi sylwetkę wchodzącą do środka.
- Wreszcie się obudziłaś kochanie. - nie. Tylko nie to. Wszystko tylko nie on. - Jak się czujemy?
- O wiele gorzej kiedy cię zobaczyłam. - powiedziałam prawdę.
- Widzę, że nadal jesteś pyskata. 120 godzin ze mną i od razu się zmienisz. - nie zostanę tutaj 5 dni za żadne skarby.
- Dobrze wiesz, że nigdy nie zostanę z tobą 5 dni. - powiedziałam.
- Kto powiedział, że tylko ze mną? - co? O co mu chodzi? Ktoś jeszcze. Nie przeżyję tego. - Poza tym,  jeśli spróbujesz uciec, to któreś z twoich kochanych przyjaciół na tym ucierpi. A może braciszek? - powiedział udając, że się zastanawia.
- Nie możesz im nic zrobić! - krzyknęłam bliska płaczu.
- Tak myślisz? Jeden telefon. - pokazał wspomniany przedmiot. - I po nich. - zadrżałam.
- Nie mieszaj ich w to. Zrobię wszystko. Będzie tak, jak chcesz. Ale nic im nie rób. Nie możesz. - płakałam. - Proszę cię. Daj im spokój.
 - Jak sobie życzysz. Tylko mniej pyskuj kochanie. I słuchaj się. - wysyczał wprost do mojego ucha. Do pomieszczenia wkroczył facet, którego nie znałam. Mimo to kiedy tylko go zobaczyłam to wzbudził we mnie strach.
- Poznajcie się. To moja była Kaja, a to jest koleś, który za ciebie skarbie podarował mi niezłą sumkę- powiedział David. Teraz to kompletnie nic nie rozumiem. David mnie sprzedał? Pewnie za dragi. Tylko, zawsze mówił, że byłam jego, a teraz sprzedaje mnie za dragi?Jaki ten koleś jest skomplikowany. Z kim ja byłam? David wyszedł i zostałam sama z tym kolesiem. Nieznajomy ukucnął na przeciwko mnie.
- Poznajmy się. Jestem John, ty jesteś Kaja. - kiwnęłam głową. - Spokojnie. Póki co nic ci nie zrobię. - powiedział patrząc mi w oczy. Boję się go. Bardziej od Davida. Nie zostanę tu 5 dni. O co tu chodzi? Przecież przed chwilą mój były mówił, że zostanę tutaj z nim 5 dni, a nie z tym oblechem. Powiem wam, że chciałabym, żeby tu wrócił.
- David niedługo wróci. Wtedy się zabawimy. - czyta mi w myślach? - A tymczasem. Słyszałem, że jesteś pyskata. Czyżbyś bała się aż tak, że nie możesz wydusić słowa? Nie martw się. Będzie jeszcze gorzej. - mimowolnie po moich policzkach spływały łzy. Nick po mnie przyjdzie powtarzałam sobie w myślach. John złapał mój podbródek. - Nie płacz kochanie. Chciałabyś wrócić do domu? Przykro mi, ale to nie jest możliwe. -płacząc wyrwałam się z jego uścisku.
 chce stąd uciec. Jak najszybciej.Jeden plus jest taki, że facet nie jest nachalny. Kiedy wychodził, zadzwonił mój telefon. Cholera. Zdążyłam tylko zobaczyć kto to. Nicolas. John wyrwał mi telefon z rąk i rzucił nim o ścianę.
- Ej! To nie kosztowało gorszy! - krzyknęłam patrząc jak mój ukochany telefon roztrzaskuje się na ścianie.
- Wreszcie jakieś słowa. - powiedział klaskając i zbliżył się do mnie. - teraz ten telefon nie będzie ci potrzebny.

*** Oczami Lou ***

Siedziałem w kuchni zastanawiając się, co mogę zrobić. Policja nie, bo David ma wszędzie swoich gości. Najpierw trzeba załatwić tych kolesi. Tylko jak? Tego jeszcze nie wiemy.
- Jej telefon jest wyłączony! - krzyknął Nick rzucając telefonem w blat stołu.
- Nicolas, uspokój się wszyscy się martwimy. Jakoś trzeba jej pomóc. Justin, ty zawsze byłeś tym mądrym. Co mamy zrobić? - odezwała się Julia.
- Jeszcze nie wiem. - powiedział zamyślony. 
- To się dowiedz, do cholery, bo mie tu zaraz szlag najjaśniejszy trafi! - wybuchłem. Wszyscy  spojrzeli na mnie z zaskoczeniem i współczuciem. On jej zrobi krzywdę. Znowu. 
- Wiem! Już wiem! - krzyknął Jus po długiej chwili czasu. Wszyscy zbliżyliśmy się do niego. - Wiem, gdzie jest każdy z kolesi Davida. Jest ich sporo, ale jakoś musimy dać radę. - powiedział pokazując nam rozrysowane pozycje każdego z nich. Wreszcie mogliśmy omówić nasz plan.

*** Oczami Kai ***

Już wieczór. Siedzę w zimnym pokoju. Jestem bez ciuchów. Zgwałcili mnie. Oboje. Chcę do domu. Nicolas pośpiesz się! krzyczała moja podświadomość. Jak raz się z nią zgadzałam. Do pokoju wszedł David. Skuliłam się.
- Przyniosłem ci kolację skarbie. - powiedział stawiajac przede mną talerz z kanapkami. Wyglądały bosko, ale nie mogłam ich zjeść. Chłopak wyszedł zostawiając mnie samą, a kanapki kusiły wyglądem. Nie mogę ich zjeść. Na pewno coś jest z nimi nie tak. Wzięłam talerz i już po chwili moje kanapeczki szybowały za oknem. Po prostu. Otworzyłam okno, a kanapki same spadły z talerza. 
Przy takim obrocie sprawy musiałam pójść spać bez kolacji. W sumie to nie wiem czy w ogóle dzisiaj zasnę...

____________________________________________________________

Jestem! Wesołych Świąt Wielkanocy! Nie wiem czy jutro będę miała czas, zeby wstawić rozdział, więc pojawia się dzisiaj! <3