środa, 30 września 2015

Rozdział 31 "Nie chcę być dla ciebie drugą opcją..."

Już nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić. Zmęczony wydarzeniami sprzed paru minut zasnąłem...




*** Osiemnaste urodziny Kai ***

Nadszedł dzień moich urodzin. Julia namówiła mnie, żebym ubrała się  w sukienkę. Włosy spięłam w warkocz na boku.Ostatnio nie wydarzyło się za dużo. Trochę zbliżyłam się do Zayna, bo chodzimy razem na boks. Cały czas kłóci się z Perrie. Z nią nadal nie potrafię się dogadać, a nawet odkąd zaczęłam przyjaźnić się z Zaynem jest jeszcze gorzej. Brunet coraz częściej prosi mnie o porady dotyczące jego związku. Czasem nadal sobie docinamy, bo jakże by inaczej, nie potrafimy żyć bez tego, ale na pewno jest lepiej niż było.
 Spacerowaliśmy z Julią, Nicolasem i Justinem po wesołym miasteczku i dobrze się bawiliśmy. Co jakiś czas ktoś do mnie podchodził i prosił o zdjęcie, lub autograf. Ogólnie było miło. Louis i reszta nie mogli pójść z nami, bo mają znowu wywiad czy coś... Sława najważniejsza. Ale co się dziwić.. Cicho westchnęłam.
- Wszystko okej mała? - na słowa Nicka wszyscy obrócili się w moją stronę.
- Tak. Wszystko jest okej. Oprócz tego, że w moje urodziny nie mam nikogo z rodziny... - powiedziałam, a po moich policzkach spłynęło kilka łez.
- Oooh. Louis będzie wieczorem. Przecież się spotkacie... A co do reszty... Przykro mi kochanie. - powiedziała Julia przytulając mnie mocno do siebie. Odsunęłam się od niej, a ona starła mi resztki łez z policzka. Spojrzała na coś co działo się za mną i się zaśmiała. Spojrzałam w tamtą stronę i również się uśmiechnęłam. Podeszłam do Nicolasa, który próbował zbić wszystkie puszki, żeby wygrać pluszaka.
- Co ty odpieprzasz? - zapytałam uśmiechając się szeroko.
- Chcę ci wygrać tą koale. - wskazał na pluszaka, który był na prawdę przesłodki. Zaśmiałam się.
- Powodzenia. - powiedziałam, a on kiwnął głową i wrócił do gry. Strącił wszystkie puszki, a ja zaczęłam bić mu brawo. Facet podał mu koalę, a ten przekazał pluszaka mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do siebie misia.
- Ja też chcę pluszaka! - oburzyła się Julia i tupnęła nogami. Zaśmiałam się, a Nicolas zapłacił sprzedawcy za kolejną grę. Tym razem też strącił wszystkie puszki. Julia wybrała sobie pluszowego kangura. Po chwili dołączył do nas Justin niosąc jabłka w karmelu. Powoli zmierzaliśmy w stronę wyjścia z miasteczka. Julia prowadziła nas w jakieś bliżej niezidentyfikowane miejsce. Jechaliśmy autobusem, potem metrem... Aż w końcu dotarliśmy do naszego zaufanego fryzjera. Serio?
- Ty tak serio? - zapytałam wzdychając. Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się szeroko.
- Przyda nam się zmiana. A jeśli nie tobie, to mnie na pewno. Znudziły mi się te włosy. - powiedziała szczerząc się. Weszliśmy do fryzjera. Dziewczyna od razu usiadła na miejscu.
- Co sobie pani życzy? - zapytała nasza ulubiona fryzjerka.
- Ściąć do ramion i przefarbować na czarno. - powiedziała i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nią i wybałuszyłam oczy. Nie wierzę, że ona to zrobi. Niestety robi. Utwierdziłam się w tym dopiero jak jej włosy zaczęły spadać na podłogę. Cicho westchnęłam i zobaczyłam, że inna fryzjerka jest wolna i zaprasza mnie na fotel. 
- Podciąć końcówki i zrobić ombre delikatnie jaśniejsze od reszty włosów. - zarządziłam. Julia ma rację, czas na jakieś zmiany. Dokładnie śledziłam poczynania mojej fryzjerki jak i fryzjerki Julii. Po niedługim czasie kobieta skończyła z moimi włosami. Wstałam z fotela i przejrzałam się w lustrze. Nie wyglądałam najgorzej. Poszłam pokazać się chłopakom.
- Dobrze, ze nie ścięłaś całkowicie włosów. Nie zniósłbym tego. - powiedział Nicolas uśmiechając się. 
- Wyglądasz pięknie. Niewiele sie zmieniło i nawet nie wiem czy cokolwiek bym zauważył. - zaśmiał się Justin. Zawtórowałam mu i poszłam zobaczyć Julię. Jej fryzjerka prawie kończyła. Dziewczyna wyglądała pięknie, ale szczerze mówiąc bardziej podobała mi się wcześniej.
Jej włosy były nieco jaśniejsze niż oczekiwała, ale i tak była cała w skowronkach. Dokładnie mnie obejrzała.
- Wyglądasz pięknie! - pisnęła wstając z fotela i mocno mnie przytulając. 
- Ty też pięknie wyglądasz. Chłopacy oszaleją. - powiedziałam uśmiechając się. Ona również posłała mi uśmiech przeglądając się w lustrze i poprawiając włosy. Razem poszłyśmy do chłopców. Oboje szeroko się uśmiechnęli i powiedzieli, że wygląda pięknie. Potem poszliśmy na pizze. Po pizzy był czas na Starbucks, a potem poszliśmy do mnie. 

 ***

Przekręciłam kluczyk i otworzyłam drzwi. W całym domu było cicho i pusto. Westchnęłam. Liczyłam na jakieś "Wszystkiego najlepszego", ale widocznie nadal chłopacy są na wywiadzie. Chciałam iść do salonu, ale przyjaciele mnie zatrzymali i wyprowadzili na taras. Okej... O co im chodzi?
- Wszystkiego najlepszego! - usłyszałam i nie mogłam powstrzymać uśmiechu i łez, które cisnęły mi się do oczu. Moje dłonie momentalnie powędrowały do ust, kiedy zobaczyłam wszystkie dekoracje. Byli moi starzy przyjaciele z podstawówki i ulubieni nauczyciele z gimnazjum. Czyli dwoje nauczycieli, którzy najbardziej mi pomagali i miałam z nimi najlepszy kontakt. Louis postarał się o wszystko. Brat podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Wszystkiego najlepszego księżniczko. - wyszeptał. Odsunął się ode mnie i nałożył mi na głowę mały diadem. Z moich oczu płynęły łzy. To najszczęśliwszy dzień mojego życia. Potem każdy po kolei zaczął mi składać życzenia. 
Nadszedł czas na przemowę mojego brata. Boję się.
- Drodzy zebrani goście! Kochana Kaju! - zaczął Julia i Eleanor położyły mi dłonie na ramieniu. - Jak wszyscy wiemy, moja kochana siostrzyczka kończy dzisiaj osiemnaście lat. Jest już dorosłą kobietą i może w pełni o sobie decydować. Jestem z tego w pełni zadowolony, ale nie myśl sobie, ze będę mniej opiekuńczy. - puścił mi oczko. - Dla mnie zawsze będziesz tą małą dziewczynką, która przybiegała do mnie za każdym razem kiedy trzaskałem drzwiami i mówiłem, że chcę być sam. - uśmiechnął się. - Cóż ja chciałem powiedzieć... Przeżyliśmy razem mnóstwo. Nigdy nie zapomnę, kiedy dowiedziałem się, że moja mama bierze ślub z twoim tatą. Na początku cholernie tego nie chciałem, bo myślałem, że będziesz się co chwilę wtrącać i mi przeszkadzać. ale po pewnym czasie stałaś się najważniejszą osobą w moim życiu. Moim oczkiem w głowie. Zawsze mnie wspierałaś, a ja starałem się wspierać ciebie. Nigdy nie zapomnę jak z anginą przyjechałaś, żeby zobaczyć mój występ w XFactor. Byłaś na każdym występie. Pamiętam jak po raz pierwszy przyjebałem jakiemuś przychlastowi, który cię zranił. Wiedzieliśmy o sobie więcej niż rodzice o nas wiedzieli. Co jeszcze mógłbym powiedzieć... Myślę, że mogę ci tylko życzyć powodzenia w dalszej drodze jaką będziesz musiała pokonać w swoim życiu, żebyś pozostała tak rozważna i mądra jak teraz i żebyś za bardzo się nade mną nie znęcała. - uśmiechnął się. - To tylko żart! Wiem, że brakuje tu najważniejszych osób, ale na pewno byliby z ciebie dumni tak jak ja i gdziekolwiek teraz są, jestem pewien że jest im przykro, że nie może ich tu być... - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. - Jeśli chodzi o mnie, to powiem ci tylko tyle skarbie: Zawsze słuchaj głosu serca, ale nie zapomnij konsultować się czasem z mózgiem i bądź szczęśliwa. Rób to co kochasz i spełniaj swoje marzenia. I zapamiętaj jedno... Co by się nie działo... Ja zawsze będę przy tobie. Zawsze będziesz mogła na mnie liczyć, a ja zawsze spróbuję ci pomóc. Nigdy nie zapomnij o swoim braciszku dobrze? - cała zapłakana uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam głową. - Kocham cię siostrzyczko. Żadna dziewczyna nigdy mi ciebie nie zastąpi... - powiedział, a Eleanor się do mnie uśmiechnęła. - Bo nawet jeśli stwierdzisz, ze już mnie nie potrzebujesz, to zawsze będziesz w moim serduszku. - posłał mi ciepły uśmiech, a ja podbiegłam do niego i mocno przytuliłam. Mimo, że nie widziałam jego twarzy byłam pewna, że się uśmiecha. Odsunęłam się od niego i też się uśmiechnęłam. 
- Jesteś najlepszym bratem na świecie! - powiedziałam. - Dziękuję, że jesteś. - dodałam cicho i znowu się do niego przytuliłam.
- Zawsze będę. - powiedział w moje włosy. Odsunęliśmy się od siebie. 
- Mam coś dla ciebie. - powiedział cicho. Wyjął małe pudełeczko z Apartu i otworzył je. Moim oczom ukazała się delikatna złota bransoletka ze znakiem nieskończoności. Założył ją na moją rękę i zapiął.

Uśmiechnęłam się kiedy na nią spojrzałam. Zaraz potem oprzytomniałam.
- Musiała kosztować majątek. - powiedziałam cicho.
- Cena nie ma znaczenia. - powiedział równie cicho. Przyjrzałam się bransoletce. Jest przepiękna. 
- A co z Eleanor. Nie jest zazdrosna? - chłopak pokiwał przecząco głową.
- Nie jest. Nie będzie. Kupiłem jej naszyjnik z literą L. - pokazał mi wspomniany przedmiot.
- Jest piękny. Na pewno jej się spodoba. - powiedziałam.
- Dobra moi drodzy! Czas na tort! - krzyknął chłopak śmiejąc się. Moim oczom ukazał się piętrowy tort. Na jednym piętrze były moje narodziny. Małe figurki rodziców i mała ja. Potem moi bliscy. Rodzice, Louis, babcia itd. Potem moi przyjaciele. Potem buty i ciuchy, przybory do makijażu. Potem mikrofon, gitara i nawet fortepian! Pięć kurwa pięter! Kto to zje? Obok tortu leżały babeczki z nutami, mikrofon gitarą itp. Zapalono świeczki. Nim zdmuchnęłam świeczki pomyślałam życzenie: "Chcę, żeby tak było już zawsze". Potem pokroiłam tort. Kiedy rozmawiałam z przyjaciółmi podszedł do mnie Louis i zabrał mnie na stronę.
- Ja i Zayn jeszcze coś dla ciebie mamy. - powiedział uśmiechając się cwaniacko. - Ale musimy stąd na chwilę zniknąć. - kiwnęłam głową i poszłam za nim. Zayn czekał w samochodzie. Pojechaliśmy... no właśnie gdzie? Co oni wykombinowali? 
po pewnym czasie zatrzymaliśmy się przed salonem tatuażu. 
- Żartujecie sobie? - chłopcy spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się cwaniacko.
- Przecież zawsze chciałaś mieć tatuaż. - zauważył Lou. - Teraz masz szansę. - powiedział. - To pomysł Zayna.- dodał szybko. Westchnęłam i ruszyłam w stronę wejścia. 
- To jest Kaja. Moja siostra. Dzisiaj kończy 18 lat i chce mieć tatuaż. Możesz coś dla niej zrobić? - Louis przedstawił mnie wytatuowanemu mężczyźnie,a ten się uśmiechnął i wskazał mi fotel.
- Co sobie panienka życzy? - zapytał patrząc na mnie.
- Chcę mieć napis "Never Lose Hope" na nadgarstku. Pokazałam wspomniane miejsce. 
- Jaka czcionka? - zapytał nie zwracając uwagi na moje blizny i dając mi album z różnymi napisami do wyboru. Wskazałam czcionkę, która najbardziej mi się podobała i facet zaczął tatuować moje ciało. Louis delikatnie trzymał moją rękę. 
Kiedy napis był gotowy tatuażysta zabezpieczył go folią. Postanowiłam zrobić sobie drugi tatuaż na łopatce. Dmuchawiec, pociągnięty przez wiatr. Oba te tatuaże będą miały dla mnie jakieś znaczenie.  Nie zrobiłabym sobie tatuażu, który nie miałby dla mnie głębszego znaczenia. Kiedy oba tatuaże były skończone wróciliśmy do domu. Niewiele osób zauważyło nasze zniknięcie. Jak tylko weszłam to podbiegła do mnie Julia, a do Zayna Perrie. 
- I jak było? Pokaż! - powiedziała podekscytowana. Pokazałam jej oba moje tatuaże, a ta klasnęła w dłonie. - No pięknie! Są śliczne! Dorosłaś mi! - krzyknęła i zaśmiała się. Kątem oka widziałam jak Perrie mocno gestykuluje. A potem usłyszałam coś, czego nie spodziewałabym się usłyszeć z ust Zayna: 
- Mam cię dość! Odpieprz się ode mnie do jasnej cholery! - krzyknął i ulotnił się zostawiając dziewczynę samą i osłupiałą. Ruszyłam za Zaynem i znalazłam go na balkonie. Usiadłam obok niego i zabrałam mu papierosa z ręki.
- Ej! - zabrał mi papierosa nim zdążyłam się porządnie zaciągnąć. 
- Nie będę pytała jak idiotka czy wszystko w porządku, bo widzę że nie jest... - zaczęłam, a chłopak zaśmiał się delikatnie. - Nigdy nie sądziłam, że tak się do siebie zbliżymy. - powiedziałam cicho. - No bo pamiętasz początek wakacji? Nienawidziliśmy się. - powiedziałam i oboje zaśmialiśmy się na to wspomnienie. - A teraz jak gdyby nigdy nic siedzę tu i pieprzę farmozony, żeby cię jakoś pocieszyć. - uśmiechnęliśmy się. - Ona od początku mnie wkurwiała - powiedziałam, by przerwać niezręczną ciszę, która powstała między nami.
- Co ty nie powiesz? - powiedział i uśmiechnął się sarkastycznie. Zaśmiałam się. 
- Oj cichaj. Staram się cię jakoś pocieszyć. - zaśmiałam się i dźgnęłam go w brzuch. Chłopak zaśmiał się i złapał mój nadgarstek, przy okazji mnie do siebie zbliżając. Nasze twarze dzieliły milimetry i czułam jego ciepły oddech na mojej skórze. Chłopak przygryzł wargę patrząc na moje usta. Już wiedziałam co chciał zrobić. Uśmiechnęłam się nerwowo. Chłopak zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Kiedy już miał mnie pocałować odsunęłam się i spojrzałam na niego speszona.
- Co? - zapytał nieco zdenerwowany i zatroskany.
- Nie mogę tego zrobić. - odpowiedziałam cicho. - Nie chcę być dla ciebie drugą opcją. Mam wrażenie, że masz zamiar mnie pocałować tylko dlatego, że właśnie zerwałeś z Perrie i chciałbyś, żeby była zazdrosna. - powiedziałam. - Za dużo razy byłam tylko drugą opcją. Przepraszam. - powiedziałam i w szybkim tempie zeszłam na dół. Miałam ochotę się rozpłakać...

czwartek, 17 września 2015

Rozdział 30! " You Can Come To Me"

W bardzo dobrym humorze zasnęłam. Jedno (trzy) dobranoc od wyjątkowej (wyjątkowych) osoby (osób) i od razu śpi się lepiej.


Obudził mnie mój idealny brat.
- Hej mała! - powiedział nieco za głośno. - Idziesz z nami na ten wywiad? Wszystkie dziewczyny będą. - powiedział. Perrie będzie. Chcę iść? Jeśli nie wstanę, to pewnie pójdę spać i nie obejrzę go na żywo w telewizji. Jestem straszne ciekawa o co ona zapyta, ale też z chęcią bym sobie pospała. Raz się żyje. Pośpię jak wrócę.
- No idę. - powiedziałam niechętnie. Chłopak uśmiechnął się najpiękniej w świecie.
- Ubierz się ładnie. Nie musisz zakładać sukienki, albo spódniczki, ale nie ubieraj bluzy błagam cię. - powiedział uśmiechając się. Zaśmiałam się.
- Dobrze. - powiedziałam i przewróciłam się na drugi bok.
- No wstawaj. - powiedział i nim zdążyłam cokolwiek zrobić chłopak złapał mnie za kostkę i zwlókł z łóżka. Louis szybko wyszedł z pokoju, a ja powoli wstałam z podłogi. Wyjrzałam przez okno i stwierdziłam, że pada. Zajrzałam do szafy i postanowiłam założyć czarne rurki a do tego białą bluzkę z nadrukiem ptaków (moja ulubiona bluzka z tych eleganckich) z czarnym kołnierzykiem. Włosy postanowiłam wyprostować. Na twarz nałożyłam podkład, wytuszowałam rzęsy i zrobiłam delikatną kreskę. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że żadna dziewczyna nie starała się zbytnio z ubiorem. Wszystkie założyły spodnie i jakąś elegancką bluzkę. Nie męczyły się z jakimiś sukienkami czy spódniczkami. Nawet panna Perrie założyła spodnie. No mniejsza. Do kuchni wszedł Louis nucąc coś pod nosem. Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy. Chłopak wybiegł z pomieszczenia, a ja pobiegłam za nim. Goniłam go prawie po całym domu. W pewnym momencie chłopak zatrzymał się. Nie zdążyłam wyhamować, więc wskoczyłam mu na plecy przewracając go.
- Auć. - wydusił tylko.
- Nic ci nie jest? - zapytałam śmiejąc się. Powoli wstałam z chłopaka.
- Nie. Nie jesteś ciężka. Tylko ta podłoga... Auu. - zaśmiał się. Pomogłam mu wstać. Louis stanął przede mną i uśmiechnął się. Był ode mnie wyższy o półtora głowy. Poczochrał mi włosy i poszedł z powrotem do kuchni. Przejrzałam się w lustrze w przedpokoju i poprawiłam włosy. Wróciłam do kuchni i zabrałam Louisowi tosta z serem. Zrobiłam sobie jeszcze jednego tosta i popiłam sokiem pomarańczowym.
- Wszyscy gotowi? - zapytał Liam stojący w drzwiach. Rozejrzałam się po wszystkich i kiwnęłam głową. - No to ekipa, do wozów! - uśmiechnął się i poszedł do samochodu. Poszłam, za nim i zobaczyłam dwa auta z kierowcami. Wow. Siedziałam w aucie z Liamem, Louisem i El i Dan. Ledwo się zmieściliśmy, ale jednak jakaś się udało.

***

Siedzimy z dziewczynami za kulisami i słuchamy wywiadu. Póki co jest nudno, bo reporterka zadaje standardowe głupie pytania, na które każdy zna odpowiedź.
- Teraz zadamy pytanie o ideał dziewczyny. Pewnie wszystkie fanki chcą to wiedzieć. - uśmiechnęła się. - Więc, jak powinna wyglądać i zachowywać się idealna dziewczyna? - chłopcy spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się.
- Wygląd nie ma w sumie znaczenia. - powiedział Louis. Wymieniłyśmy z El uśmiechy. - Oby była gadułą, i stawiała na swoim.
- Chciałbyś, żeby była uparta? - upewniła się kobieta.
- Oczywiście. Często trzeba mnie ściągać na ziemię, a ja również jestem uparty, więc dziewczyna musi być bardziej uparta ode mnie, żeby ze mną wygrać. - zaśmiał się. 
- Chciałbym, żeby była pewna siebie i nie bała się odezwać. - zaśmiał się Harry. - Chciałbym, żeby umiała rozmawiać nie tylko ze mną, ale i z moimi kumplami i rodziną. - powiedział.
- Oby lubiła oglądać filmy. - powiedział Nialler gorliwie. - i nie martwiła się o kalorie. - uśmiechnął się i spojrzał na mnie kątem oka. - Najlepiej byłoby gdybyśmy oglądali razem bajki. Kocham bajki! - powiedział śmiejąc się. - Najlepiej pijąc kakao, albo gorącą czekoladę.- uśmiechnął się. 
- Kocham spacery.- zaczął Liaś. - Chciałbym, żeby spacerowała ze mną. - uśmiechnął się do Dan. - Chodzilibyśmy do parku i na lody. - uśmiechnął się.
- Musi pozwolić mi się rozpieszczać i zrozumieć, że jest moją księżniczką. - zaczął Zayn. Uśmiechnęłam się mimowolnie. - Chodzilibyśmy wszędzie gdzie tylko by chciała. - powiedział uśmiechając się do Perrie.
- Dla was wszystkich wygląd nie ma znaczenia? - dopytywała.
-  Wystarczy tylko, żeby w jakiś sposób o siebie dbała. Każda dziewczyna jest piękna na swój sposób. Ważne, żeby dbała o siebie. - powiedział Lou spoglądając na mnie. Posłałam mu uśmiech.
- Niech ładnie pachnie. Kocham jak dziewczyna ładnie pachnie. - zaśmiał się Harry.
- Dobrze w takim razie... Jak mieszka wam się z siostrą Louisa, Kają.- zapytała. Byłam pewna, ze padnie pytanie o mnie.
- Kaja jest miła i mieszka się z nią bardzo fajnie. Jest zabawna i pokazuje, ze nasze życie nie musi opierać się tylko na ciężkiej pracy i że też mamy prawo trochę się pośmiać. - uśmiechnął się Liam.
- Kaja, jest chyba tym czego było nam potrzeba. Tą jedną wyluzowaną osóbką, która śmieje się sama z siebie i wrzuca nas do basenu. - zaśmiał się Niall.
- Nie przeszkadza wam? Nie rządzi się? W końcu jest kobietą. - reporterka zaśmiała się.
- Czasem. Ale nie tak żeby nam przeszkadzała. Zdarza jej się nakrzyczeć na skarpetki porozrzucane w domu i nie pozmywane naczynia... - zaśmiał się Liam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To słodkie. Niestety większość tych odpowiedzi jest wyuczona...Inaczej media mogłyby wykorzystać źle ułożoną odpowiedź przeciwko im.

***

Jest późny wieczór, a my siedzimy przed telewizorem oglądając jakieś pojebane filmy jak: Straszny Film, Totalny Kataklizm itp. Obrzydliwe, ale zabawne w niektórych momentach. Chciało mi się spać, więc oparłam głowę o ramię Nialla i przymknęłam oczy. Przez ostatni czas bardzo zbliżyłam się do Louisa i Nialla. Nie myślcie sobie... Nie będę z Niallem nie jest w moim typie. Poza tym, ja całkiem zwykła dziewczyna i gwiazda? Nie.  Skoro mi się wydaję, że nie pasuję na siostrę Louisa Tomlinsona, a co dopiero na dziewczynę Nialla Horana, czy któregokolwiek z nich. Czułam na sobie wzrok Zayna, który wręcz wypalał moje wnętrzności. Nie wiem o co mu ostatnio chodzi. Coraz częściej kłócą się z Perrie. Nie mogą zerwać. Bo Modest nie pozwala... Współczuję im. Wierzcie mi. Nie chciałabym tak żyć. Niby mają wszystko, ale media zabierają im to co najważniejsze. Wolność, prywatność, szczerość. Kurwa to jest chore! Czasem mam ochotę powiedzieć im co myślę. Ale to by była jakaś masakra. Dla mnie jak i dla chłopaków.
- Słuchajcie, ja już lecę spać. - powiedziałam powoli wstając. Wszyscy kiwnęli głowami. Niall wstał i mocno mnie przytulił. To samo zrobił Louis. Reszta tylko z uśmiechami powiedziała "Dobranoc". Podreptałam do mojego pokoju i sprawdziłam YouTube. Niedawno wstawiłam mój pierwszy film i jest już 500 wyświetleń! Nie liczyłam nawet na 100, a tu takie bum 500. Jest 30 komentarzy i już jakieś 400 osób subskrybuje mój kanał. Tak to jest jak ma się sławnego brata. Ale nie chcę dzięki niemu mieć wszystkiego na tacy. Chcę sama zapracować na sukces i zapracuję. Obiecuję to sobie. Wzięłam krótki prysznic i ubrałam piżamę. Mokre jeszcze włosy spięłam w warkocza i poszłam spać. Po niedługim czasie odpłynęłam w krainę Morfeusza. 
 - Myślałaś, że to już koniec? - do moich uszu dobiegł znajomy głos - Myliłaś się mała suko. Nie daruję ci tego, że przez ciebie siedziałem w pierdle. - siedziałam w ciemnym pokoju. Chciałam się ruszyć, ale moje ręce i nogi były przywiązane do bliżej niezidentyfikowanego przedmiotu (?). Czułam, że pode mną jest jakaś ciecz. Prawdopodobnie była to krew. Napastnik zapalił jakąś lampkę, która świeciła cholernie mocnym światłem. teraz mogłam dokładnie zobaczyć jego twarz. To David. Cholernie się boję. Zaczęłam się pocić i miotać. Poczułam pieczenie na policzku i spojrzałam na Davida.
- Uspokój się. Jasne? Nikt ci nie pomoże. Ci twoi przyjaciele mają cię w dupie kochanie. - powiedział
- Kłamiesz! - krzyknęłam. - Zawsze kłamiesz!
- Spokojnie, spokojnie. Skoro kłamię, to czemu jeszcze ich tu nie ma? - zapytał uśmiechając się zadziornie. Zamilkłam na chwilę.
- Zarz tu będą i skopią ci dupę. Obiecuję ci to! Louis też po mnie przyjdzie. Nie pozwoli mnie skrzywdzić.. - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Chłopak tylko zaśmiał się bez humoru i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Myślisz, że jesteś potrzebna swojemu bratu? Jesteś dla niego tylko problemem. Pewnie teraz lata sobie z mikrofonikiem po scenie i w ogóle o tobie nie myśli. - zaśmiał się. - Spójrz na siebie. Jesteś śmieciem. Nic nie wartym śmieciem. - prawie dławiłam się płaczem. - Nikt cię nie potrzebuje.
- Za... Z... Zabij mnie... - wyjąkałam nadal płacząc. Chłopak uśmiechnął się i przyłożył mi swój pistolet do skroni.  
- Jesteś pewna? - zapytał spoglądając na mnie z triumfalnym uśmiechem. Kiwnęłam głową i już za chwilę moją głowę przeszyła kulka, a zaraz potem mój brzuch przeszył nóż. 
Obudziłam się z głośnym krzykiem, byłam cała zlana potem i zapłakana. Tuż obok mnie siedział Louis, a tuż za nim cała ekipa. Tymczasem ja ledwo oddychałam. 


*** Oczami Lou***

Przeraziłem się, kiedy Kaja się obudziła. Tylko raz widziałem ją w takim stanie. Reszta to tylko lekkie ataki paniki. Lajcik w porównaniu z tym co ona teraz przeżywa. Ona ledwo oddycha i zanosi się co chwilę płaczem.
- Przynieście chłodny ręcznik. - wydałem polecenie. - Dajcie jakieś leki uspokajające i wodę. Wyjmijcie z szuflady w moim pokoju inhalator. - powiedziałem. - Byle szybko! - mocno przytuliłem do siebie moją siostrę i zacząłem ją głaskać po włosach i cicho nucić naszą ulubioną piosenkę. Kiedy dostałem inhalator szybko włożyłem do niego lekarstwo i podałem Kai. Dziewczyna powoli zaczęła się uspokajać, a razem z nią i ja. Jednak nadal była w stanie lękowym. Zanosiła się płaczem i nie potrafiłem jej uspokoić.
- Kaju... Co się stało? Spójrz na mnie skarbie. - powiedziałem cicho łapiąc delikatnie jej twarz zmuszając ją tym samym, by na mnie spojrzała. - Co ci się śniło? - zapytałem cicho patrząc jej w oczy. 
- Da... David... - wyjąkała. Momentalnie się spiąłem. - On... wygadywał o tobie... Mówił, że nie jestem ci potrzebna.... Że jestem problemem... - powiedziała i zaniosła się płaczem. - Z potem mnie zabił.... to było.... straszne.
- To nieprawda księżniczko. - powiedziałem i przytuliłem ja do siebie. - Już nigdy nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić kochanie. - dodałem. - Obiecuję. - uśmiechnąłem się delikatnie.
So take a breth and let it go
Try to have a little hope
Cause someone's gonna be there when you don't, when you don't 
If you wanna cry I'll be you'r shoulder
If you wanna laugh I'll be you'r smile
If you wanna fly, I will be you'r sky
Everything you need, thats what I'll be
You can come to me.
Zaśpiewaliśmy razem. Ułożyłem dziewczynę z powrotem na łóżku.
- Nie zostawiaj mnie, dobrze? - pociągnęła nosem.
- Dobrze. - powiedziałem. Siedziałem na skraju łóżka. Wszyscy zaczęli powoli wychodzić. Nawet Eleanor wyszła, a ja przepraszałem ją jakieś 50 razy. Nie była obrażona. Rozumiała.
- No dobrze. - szepnąłem cichutko i położyłem się obok siostry. Ta przykleiła się do mojej klatki piersiowej jak rzep. Przez długi czas patrzyłem jak śpi i słuchałem jej miarowego oddechu. David musiał narobić stałych zmian w jej psychice. Nigdy tak się nie zachowywała. Nigdy. Moja biedna księżniczka. Już nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić. Zmęczony wydarzeniami sprzed paru minut zasnąłem...

_______________________________________________

Hejo żuczki! To znowu ja! Mega, mega późno jest rozdział i już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż: 
a) rozdziały są dłuższe
b) rozdziały są o wiele lepiej sprawdzane
c) nie mam czasu, bo szkoła, a w tym roku mam egzaminy gimnazjalne
ALE są też dobre wiadomości: gdyż iż i ponieważ:
Postanowiłam pisać moje ff na wattpadzie, ale póki co nie mam czasu, oraz pomysły na rozdział, które przychodzą do mnie w najmniej oczekiwanych momentach zaczęłam zapisywać! Brawa dla mnie! Stałam się sumienna! :* Kocham, lubię, szanuję pozdrawiam! <3

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 29 "Nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy, księżniczko"

Po raz pierwszy poczułam do niego coś innego niż niechęć, czy nienawiść. Wreszcie poczułam, że jest człowiekiem...



Wyszliśmy stamtąd tylnym wyjściem, ponieważ ktoś puścił plotę, że tam jesteśmy i koło wejścia głównego był wianuszek reporterów. Nałożyłam kaptur na głowę i szłam powoli za Zaynem. Niestety paru reporterów nas znalazło i zaczęło nas dręczyć pytaniami.
- Czy coś was łączy? - zapytała reporterka. Blondynka. Idiotka. Zayn zatrzymał się.
- Nie. Nic nas nie łączy. - odpowiedział.
- To co robicie tutaj we dwójkę? - dociekała.
- Ćwiczymy. - odpowiedział bez zainteresowania.
- Przepraszam.- wtrąciłam kiedy miała zadawać następne pytanie. - Ale musimy iść. - powiedziałam i starałam się ominąć dociekających reporterów. W pewnym momencie Zayn złapał moją rękę i pociągnął w stronę samochodu. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Boże, jak mi brakowało takiego śmiechu. W samochodzie zaczęło lecieć "Kiss You", chłopak podgłosił piosenkę. Zaśmiałam się. Zayn zaczął śpiewać i tańczyć. Wiecie, tak podrygiwać. Znowu się zaśmiałam i po chwili zaczęłam robić to samo. Powrót do domu mimo wszystko minął nam w miłej atmosferze.
Powoli weszliśmy do domu.  Każdy na nas spojrzał. Louis wreszcie sie uśmiechnął. Postarałam się odwzajemnić gest, ale nie jestem pewna jak mi to wyszło. Poszłam do kuchni i wzięłam jabłko.
- Idę do siebie. - powiedziałam i pobiegłam po schodach. Walnęłam się na łóżko i rejestrowałam wydarzenia sprzed godziny. Nie potrafiłam zrozumieć samej siebie. Mimo, że mój mózg pracował na najwyższych obrotach, nie potrafiłam zrozumieć mojego zachowania. Powoli wstałam i chwyciłam mój laptop. Napisałam maila do fundacji z prośbą o ponowny wolontariat dla mnie. Mam jakieś 99% pewności, że się uda. Dlaczego? Znam tam wszystkich ludzi i są oni bardzo mili i rozumni. Spojrzałam w stronę kamery stojącej na biurku. Od zawsze chciałam kręcić filmy na Youtube. Nigdy nie miałam dość pewności siebie, żeby coś nakręcić, a co dopiero udostępnić. Jednak w tej chwili coś pociągnęło mnie w stronę kamery. Przez dłuższy czas trzymałam ją w dłoniach. Nie byłam pewna czy ją włączyć i zacząć nagrywać. Chociaż w sumie co mi szkodzi? Wystawiłam statyw i ustawiłam pięknie kamerę. włączyłam nagrywanie i zaczęłam gadać bezsensowne rzeczy.

***

Siedziałam przed komputerem i montowałam film, kiedy przyszedł Louis.
- Nie śpisz jeszcze? - zapytał spoglądając mi w oczy.
- Nie. Nie chcę mi się spać. - powiedziałam. Chłopak usiadł na moim łóżku. Coś go męczy. Tym czymś jestem ja. Usiadłam obok niego.
- Louis.... - zaczęłam niepewnie. Chłopak na chwilę na mnie spojrzał, jednak prawie od razu spuścił głowę. - Wiesz... Ja cię przepraszam. Po prostu... Nie umiem.... Nie jestem pewna co mam robić. - wydukałam. - To trudne. - poczułam napływające do moim oczu łzy.
- Wiem i staram się to zrozumieć. Chciałbym, żeby było jak dawniej. Chciałbym, żebyś coś ze sobą zrobiła. Zaczęłam chodzić na imprezy, zajmować się fundacją. Cokolwiek. - westchnął. Ja również.
- Nigdy nie będzie tak jak dawniej. - powiedziałam patrząc na niego. 
- Pewnie nie.... ale przecież zawsze może być lepiej. Chcę, żebyś była szczęśliwa i nie bała się mojego dotyku. Nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy, księżniczko. - uśmiechnęłam się na jego słowa. - Wstań. - powiedział wstając i wyciągając do mnie dłoń. Spojrzałam na niego nieco zdezorientowana, po czym złapałam jego dłoń. 
- Zatańczymy? - zapytał włączając muzykę. Zaśmiałam się na dźwięk soundtracku z High School Musical 3, czyli Can I Have This Dance. To od zawsze była nasza ulubiona piosenka. Tańczyliśmy powoli.
- Musisz nauczyć się odróżnić dobry dotyk, od złego. - powiedział obracając mnie wokół własnej osi.
Z moich oczu mimowolnie zaczęły spływać łzy. Lou przytulił mnie do swojego torsu. Wciąż stawialiśmy kroki do rytmy piosenki. Chłopak powoli mnie uniósł, a ja oplotłam nogami jego biodra. Louis zaczął nucić tekst piosenki. Obrócił nas wokół własnej osi, po czym usiadł na łóżku. 
- Widzisz? Nigdy cię nie skrzywdzę aniołku. - powiedział całując czubek mojej głowy. Spojrzałam mu w oczy. - I nie płacz już, bo ze smutkiem ci nie do twarzy. - uśmiechnęłam się, gdy chłopak starł kciukiem resztki łez z moich policzków. - No i od razu lepiej. - uśmiechnął się spoglądając na moją rozpromieniającą się twarz.
- Twój mąż będzie szczęściarzem. - powiedział cicho. 
- Twoja żona będzie wielką szczęściarą. - odpłaciłam się. - A ty będziesz ogromnym szczęściarzem, jeśli to Eleanor nią będzie. - dodałam uśmiechając się.
- Dobrze, że ją lubisz. - powiedział uśmiechając się.
- A gdybym jej nie lubiła, to znalazłbyś sobie inną dziewczynę? - zapytałam śmiejąc się.
- Gdybyś jej nie polubiła, to zrobiłbym wszystko, żebyś zmieniła zdanie. A jeśli to by nie zadziałało, to zaufałbym twojej intuicji. - powiedział. Kąciki moich ust mimowolnie podniosły się do góry.
- Jesteś słodki Lou. - stwierdziłam.
- Jak cukierek. - zaśmiałam się na jego słowa.
- Popsułeś wszystko. - zbulwersowałam się. 
- Ojej, przepraszam księżniczko. - powiedział śmiejąc się. Po chwili nie wytrzymałam i również się zaśmiałam. Śmialiśmy się razem przez dłuższy czas, po czym spojrzeliśmy sobie w oczy. Oboje nadal się uśmiechaliśmy i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mój brat jest przystojny. 
Chłopak odgarnął mi za ucho niesforny kosmyk. 
- And when you smile, the whole world stops and stare for a while... - zanucił cicho.
- Cos' you're amazing, just the way you are. - dokończyłam i posłałam mu najszczerszy uśmiech. Spojrzałam na zegarek i zeszłam chłopakowi z kolan. Było grubo po północy, a ja nawet się jeszcze nie umyłam. 
- Idę pod prysznic. - oznajmiłam biorąc swoją prowizoryczną piżamę i zmierzając w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, a włosy spięłam w luźny warkocz. Wróciłam do pokoju, gdzie Louis wciąż trwał na swoim poprzednim miejscu. Razem zeszliśmy na dół, żebym mogła się "pożegnać" ze wszystkimi. 
- Ja już idę spać - powiedziałam cicho wchodząc do salonu. Niall wstał z kanapy i powoli podszedł mnie przytulić. Zdziwił się, kiedy wyciągnęłam ręce w jego stronę. Szybko się otrząsnął i mocno mnie uścisnął.
- Dobranoc królewno. - powiedział w moje włosy a ja się uśmiechnęłam.
- Dobranoc Honey. - usłyszałam od Liama, który również ruszył się z miejsca aby mnie przytulić. Po chwili podszedł też Hazz mówiąc "Dobranoc krasnalu". Zayn tylko na mnie spojrzał i mruknął zwykłe "Dobranoc", ale czego mogłam się po nim spodziewać? Przytuliłam Louisa i poszłam do pokoju. Kiedy już leżałam w łóżku przyszły trzy sms'y. Od Nicka o treści: "Dobranoc moja księżniczko:*", od Julii o treści: " Dobranoc potworze :* kocham cię" i od Justina o treści: "Dobranoc księżniczko :*"
W bardzo dobrym humorze zasnęłam. Jedno (trzy) dobranoc od wyjątkowej (wyjątkowych) osoby (osób) i od razu śpi się lepiej.




wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 28 "Wreszcie poczułam, że jest człowiekiem"

- Jesteś słodki Lou. Dziękuję. - powiedziałam...


Razem weszliśmy do środka. Na pierwszym planie widziałam Julię, Perrie i Zayna wskakujących sobie do gardeł.
- Jak w ogóle mogłaś tak powiedzieć dziwko?! - krzyknęła Julia. Nie mogłam powstrzymać uśmieszku wkradającego sie na moją twarz.
- Jak śmiesz tak do niej mówić?! - warknął Zayn. - przecież powiedziała prawdę. - dodał, kiedy mnie zauważył.
- Wiesz co kurwa jest prawdą?! - zwróciłam na siebie uwagę całej restauracji. - To, że kurwa masz idealne życie! Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby tak żyć! Żeby chodzić do najdroższych klubów i co noc ruchać się z innym facetem! Żeby mieć wyjebane na wszystko! Kolejna kurwa gwiazda której pieniążki w dupie poprzewracały! A ty? - zwróciłam się do Perrie. - Jesteś kurwa księżniczką w bajce. Masz swojego księcia w czarnym mercedesie. Każdy jest pod tobą. Żyjesz jak królewna, a jeszcze masz jakieś pretensje do wszystkiego! Masz rację. Jestem inna! Nie umiem mieć na wszystko wyjebane, ale spokojnie. Jeszcze będziecie się prosić, żebym zwróciła na któreś z was uwagę. - czułam jak moje policzki się czerwienią przez złość. Zrobiło mi się gorąco. Wyszłam z restauracji. Na zewnątrz było mnóstwo reporterów i miałam ochotę wsadzić im te aparaty w dupe.
- Kaju, jak mieszka ci się z bratem? - usłyszałam pytanie. Nie odpowiedziałam.
- Z którym z chłopaków byś się umówiła? - kolejne. Szybko się ulotniłam. Wbiegłam do parku. Usłyszałam krzyk za sobą. Odwróciłam się. Zobaczyłam dziewczynę, która prawdopodobnie traciła oddech.
- Mój Boże! - zakryła usta. - Ty jesteś....
- Tak Kaja. Siostra Louisa Tomlinsona. - ucięłam. - Zdjęcie? Autograf? Zrobię wszystko tylko nie krzycz kim jestem. - poprosiłam. Zrobiłam sobie z nią zdjęcie i podpisałam notatnik.
- Pamiętaj, żeby wysłać mi nasze zdjęcie - powiedziałam uśmiechając się. Każde zdjęcie jakie robiłam sobie z "fanami" dziećmi z fundacji zawisło na ścianie. Kiedyś będę musiała ją powiększyć. Musze wrócić do fundacji. To sprawiało mi wiele szczęścia. Kiedy mnie nie było Julia dokończyła piosenkę dla marzyciela. Więcej marzeń nie spełniłyśmy.
Moje przemyślenia przerwała dziewczynka wtulona we mnie. Wzdrygnęłam się. To ostatnio moja jedyna reakcja po jakiejkolwiek bliskości z kimkolwiek.
- Ty jesteś siostrą Louisa. - powiedziała cicho. - Prawda? - zapytała. Kiwnęłam głową cały czas skupiając się na tym, że ktoś mnie dotyka. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
- Wow. Zawsze chciałam cię spotkać. - powiedziała. Przytuliła mnie jeszcze mocniej. Zastygłam w bezruchu na dłuższą chwilę. Dziewczynka spojrzała na mnie smutno. Przez ten wzrok musiałam odwzajemnić uścisk. Szczerze mówiąc było miło. Zrobiłam sobie z nią zdjęcie i również poprosiłam, żeby mi je wysłała.Wreszcie mogłam iść do domu.

***

Spojrzałam na ekran telefonu. 11 nieodebranych połączeń od Julii, Louisa i Eleanor. Wrócili niedługo po mnie. Julia podbiegła do mnie lustrując każdy skrawek mojej osoby. 
- Martwiliśmy się o ciebie. - powiedziała spoglądając na Louisa. 
- Spokojnie. Wszystko okej. Jakby. Zrobiłam sobie dwa zdjęcia z fankami. A potem grzecznie wróciłam do domu. - powiedziałam. Wzrok Zayna wypalał dziurę w moim ciele, ale nie zamierzałam się obrócić w jego stronę.
- Nie jesteś głodna? - zapytała El. - Bo wzięliśmy ci jedzenie na wynos. - dodała. Czułam na sobie wzrok Julii i Louisa. Musiałam zjeść chociaż odrobinę, bo nie dadzą mi spokoju. 
- Noo.... W sumie to mogę coś zjeść. - powiedziałam.
- Trzeba było to zrobić w restauracji. - powiedziała królewna.
- Przymknij się. - ucięła Eleanor. Zayn próbował uspokoić swoją wybrankę. Chyba ją odwiózł do domu czy coś. Powoli zjadłam swoje zamówienie. Wszyscy na mnie patrzyli.
- Popsułam wam obiad w restauracji. Przepraszam - powiedziałam spuszczając głowę. 
- Nic nie szkodzi. - powiedział Liam ciepło się uśmiechając. Do domu wszedł Zayn. 
- Właśnie, że szkodzi. Znowu mogłem ją kurwa stracić. - warknął na mnie.
- A to jest moja wina, że jesteś chujowym chłopakiem?! - docięłam mu.
- Przynajmniej moja dziewczyna nie jest taką niezaradną bezuczuciową suką jak ty!- krzyknął. To mnie uderzyło w samo serce.
- Nic.... Nic o mnie kurwa nie wiesz! - krzyknęłam i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam się i długi czas siedziałam w ciszy. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Obróciłam się słysząc, jak ktoś je otwiera.
- Nie powiedziałam wejść - powiedziałam do Zayna. 
- A ja się nie pytałem czy mogę. Tylko zapukałem. - prychnęłam. Nie miałam ochoty się więcej kłócić. Obróciłam się do niego tyłem. Chłopak odchrząknął.
- Prze..... Przep... Przepraszam.. - powiedział cicho. Spojrzałam na niego.
- Taa. Przyzwyczaiłam się do tego, ze mnie tak nazywasz. - powiedziałam. 
- Niee. Serio przesadziłem. - powiedział. Nie wierzę, ze to słyszę. 
- Chodź. - powiedział i wyciągnął do mnie rękę. posłusznie poszłam za nim. Nie złapałam go jednak za rękę. - Tylko ubierz coś wygodniejszego. - dodał. - Jakieś dresy czy coś. - kiwnęłam głową. Założyłam dresy i crop top. Włosy spięłam w kucyk. Wyszłam z pokoju, gdzie czekał na mnie Zayn.
- To chodź.... - powiedział i poszłam za nim. Wyszliśmy z domu i weszliśmy do jego auta. Mulat cały czas nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy. Jak tylko zapytałam słyszałam odpowiedź: "zaraz się dowiesz". Jazda minęła nam w ciszy, ale nie jakiejś niezręcznej. Po prostu nie mieliśmy o czym gadać. Co parę minut chłopak spoglądał na mnie. Czułam się z tym dziwnie, ale nie odzywałam się. Postanowiłam to olać. Oparłam głowę o szybę. Po dość długim czasie dojechaliśmy. Dotarliśmy do miejsca gdzie trenuje się boks i inne sztuki walki. Byłam tu parę razy z Justinem i Nickiem. Chłopak poprowadził mnie do odpowiedniej sali i przedstawił mnie jakiemuś gościowi. Koleś instruował mnie jak mam uderzać w worek i co mam sobie wyobrażać. Szło mi dobrze dopóki nie dotarliśmy do pewnych cholernie trudnych zdarzeń. W tej chwili coś we mnie pękło i się rozpłakałam.
- Wszystko dobrze? - zapytał Zayn pochylając się nade mną. Po pewnej chwili kiwnęłam głową.
- Dasz sobie radę. - powiedział Chris. Powoli wstałam i zaczęłam uderzać z całej siły w worek. Wszystko spływało ze mnie wraz z łzami. Powoli traciłam siłę i zaczęłam się uspokajać. Wyżyłam się. Ostatni raz kopnęłam w worek. Zatrzymałam się.
- Już? Lepiej ci? - zapytał Malik. Kiwnęłam głową. Chłopak dał mi wody. Po raz pierwszy poczułam do niego coś innego niż niechęć, czy nienawiść. Wreszcie poczułam, że jest człowiekiem...

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 27 " Nie chcę taka być"

Jestem pojebana. Idę na dach....


***

Około 9 obudziły mnie odgłosy krzątaniny. Położyłam poduszkę na głowę i starała się z powrotem zasnąć. Nic. Nic, a nic. Postanowiłam przynajmniej się ogarnąć i zjeść śniadanie. Powoli wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i umyłam włosy. Ubrałam się w dresy i luźną koszulkę. Na to załozyłam bluzę, którą kiedyś zajebałam Nicolasowi. Nie chciało mi się suszyć włosów, więc spięłam je w kok. Zeszłam na dół. Zobaczyłam tam Zayna i Perrie. Jebnę zaraz.
- Dzień dobry księżniczko. - usłyszałam i się wzdrygnęłam. Obejrzałam się dookoła. Do chyba do mnie. 
- Ty serio się do mnie odzywasz? - zapytałam zdezorientowana.
- No. Chciałem być miły, ale z tobą się nie da. - pewnie, że się nie da. Ze mną nic się nie da.
- Sorki. Dzień dobry. - powiedziałam, a Perrie spojrzała na mnie z obrzydzeniem, pogardą, odrazą,  dezaprobatą. Wiecie, gdzie ja to mam? Racja. W dupie. Zrobiłam sobie kilka kanapek i herbatę po czym wyszłam z kuchni. Poszłam do ogrodu i usiadłam na trawie. Co z tego, że była mokra od rosy.  Usłyszałam kroki i momentalnie sie obróciłam. To tylko Julia. To aż Julia. Dziewczyna usiadła obok mnie.
- Louis wczoraj powiedział, że idziemy na obiad do restauracji. Kazał ci przekazać. - nie wykręcę się. mowy nie ma. Muszę iść. Chyba, że powiedziałabym, że boli mnie głowa, czy cos, a może...
- Kaja? Słuchasz mnie? - przerwano mi moje przemyślenia.
- Przepraszam. Co mówiłaś?
- Mówiłam, że wszyscy chcemy cię tam widzieć. Nie ma, że nie. - powiedziała. A nie mówiłam? Nie wymigam się.
- Jasne, jasne. - powiedziałam od niechcenia. Poszłam do kuchni i włożyłam naczynia do zmywarki. Kiedy wychodziłam z pomieszczenia, do domu weszła Louise, fryzjerka chłopaków, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Wychodzę za mąż!! - krzyknęła na cały dom. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że gratuluję. Serio byłam szczęśliwa. Tylko nie mam siły tego okazać.
- Ślub już za miesiąc! - CO??? Wydaję mi się, że każdy był tak samo zaskoczony jak ja. - Wszyscy jesteście zaproszeni. - dziewczyna cały czas była strasznie szczęśliwa. Zresztą, kto by nie był? Kto byłby nieszczęśliwy, bo zakłada normalną rodzinę? Nawet ja bym się cieszyła. Przegadaliśmy mnóstwo czasu. Dowiedzieliśmy się, że nie chce ślubu w kościele tylko w parku, czy gdzieś. Oprócz tego powiedziała, że chce sie poczuć jak księżniczka, i że chciałaby, żeby z tortu wyszły karły. Przez długi czas śmialiśmy się z tego jak będzie wyglądał jej ślub. Chłopcy dużo żartowali. Potem dziewczyny zaczęły mówić jak miałby wyglądać ich ślub. Potem zapytały o to mnie.
- Czy ja wiem? Nie za szeroka sukienka do kostek. Trampki. Wypuszczanie gołębi. I pies trzymający obrączki. - rozmarzyłam się. Wszyscy się śmiali. Nie wiem z czego. Mówię serio. Na rozmowie minęło nam mnóstwo czasu. Było miło i dało się to przeżyć. Liam zauważył, że to już 13 i musimy się szykować. Lou sobie poszła, a ja pobiegłam do pokoju. Niestety nie mogłam założyć rurek i trampek, bo chciałam przeważyć urodą Perrie. W sumie nawet w trampkach i dresach wyglądam lepiej, ale do wykwintnej restauracji nie wypada. W każdym razie podeszłam do szafy i szukałam sukienki.
Po długim czasie znalazłam coś w miarę odpowiedniego. Załozyłam jedne z niewielu moich szpilek. Musnęłam usta błyszczykiem i powoli zeszłam na dół.Powoli, bo wiecie moje nogi odzwyczaiły się od szpilek. Kiedy byłam na dole, oczy wszystkich zwróciły się ku mnie. Czułam się niezręcznie. Wszyscy już byli. Odchrząknęłam delikatnie i spuściłam głowę.  Eleanor była ubrana w czarną sukienkę z brązowym paskiem. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Danielle ubrała się w bordową sukienkę. Bardzo ładnie. Julia ubrała zwykłą czarną sukienkę, delikatnie rozkloszowaną u dołu. Królowa Perrie Edwards ubrała sukienkę nieco podobną do mojej i myślałam, że ją uduszę. Włosy miała rozpuszczone i zaczesane na bok.
- Wszyscy gotowi? - zapytał Liam. Spojrzeliśmy po sobie i skinęliśmy głowami. Julia chwyciła mnie pod ramię i wyszliśmy z domu.
Po paru minutach byliśmy w restauracji. Nie byłam zbyt głodna, ale nie chciałam ich denerwować i psuć atmosfery. Zamówiłam spaghetti carbonara i wodę. Jadłam powoli i z uwagą słuchałam ich rozmów.
- Jutro mamy wywiad. Chcesz iść z nami? - zapytał Louis.
- Nie, ale dzięki za propozycję. Obejrzę w telewizji. - powiedziałam delikatnie. Normalnie pewnie bym poszła, ale wiedziałam, że Perrie też tam bedzie. Dlatego odmówiłam. Louis nie drążył tematu. Skinął głową i wrócił do jedzenia. cicho westchnęłam. Prawie krzyknęłam, kiedy poczułam dłoń Julii na moim ramieniu. Cicho westchnęłam. NIE CHCĘ TAKA BYĆ. CO MAM ZROBIĆ? POMÓŻCIE MI.
- Przepraszam. Tylko... Tylko na chwilkę. - powiedziałam i odeszłam od stołu.
- Ona jest jakaś inna. - usłyszałam Perrie. Wyszłam z restauracji. Rozpłakałam się. Normalnie takie słowa by mnie nie ruszyły. No to, o co mi chodzi do cholery? Powoli się obróciłam i zobaczyłam mojego brata.
- Słyszałaś? - bardziej stwierdził niż zapytał.
- Nie dalo się tego nie słyszeć. - powiedziałam. Tak bardzo chcę go przytulić, ale coś mnie cofa. Nie umiem tego zrobić.
- Może jesteś inna, ale bardziej wyjątkowa. Inna taka wyjątkowa. Ja tak uważam. - powiedział i na mnie spojrzał. Oooooo. Jakie to słodkie. Spojrzałam mu w oczy.
- Jesteś słodki Lou. Dziękuję. - powiedziałam...

_______________________________________________________

To na tyle. Dzisiaj torche dłuższy rozdział. Przyznam, że namęczyłam się nad nim, bo nie miałam pomysłu co napisać. Na szczęście teraz mam więcej pomysłów i tak dalej. no i mam nadzięję, że Wam się podobało i w ogóle.Róbcie co chcecie. Możecie komentować, albo nie, obserwować, albo nie. BAJO <3







czwartek, 2 lipca 2015

Kontakt!

Jeśli mielibyście do mnie pytania typu: kiedy nowy rozdział? Czy już zaczęłaś pisać? Jakie nosisz majtki? W co się ubierasz? itp. lub po prostu chcielibyście mnie poznać, lub dawać propozycje co się moze dziać w następnym rozdziale, albo po prostu pogadać czy coś. możecie pisać:
na mail: This-is-me2000@wp.pl
na asku: http://ask.fm/bloger2000
na fb: https://www.facebook.com/marita.wojciechowska
na snapchacie: Marczi08
A! I jeszcze jedna rzecz. Zastanawiam się czy nie zacząć pisać bloga o wszystkim. Porady, moda, fotografia, podróże (nie podróżuję ale ok) itp.
Piszcie co o tym myślicie, zadawajcie pytania i pamiętajcie, że każdy kto tutaj wchodzi i czyta te wypociny jest dla mnie na wagę złota.
Jeśli będziecie kiedyś chcieli to mogę nagrać film z podziękowaniami czy coś. Wszystko zależy od Was tak na prawdę.

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 26 "JA jestem problemem"

- Oh. Jak mi ciebie brakowało. - westchnęły El i Julia... 


*** Oczami Kai ***

...Uśmiechnęłam się miło do dziewczyn. Powoli przypominałam sobie wydarzenia, sprzed paru dni(?), godzin (?). Nie wiem ile tu leżałam. Z każdym przypomnianym wydarzeniem czułam coraz większe obrzydzenie do siebie. Chcę wrócić do domu i się umyć. Jak najszybciej. 
- Kiedy wracamy do domu? - powiedziałam słabo. Przez tego idiotę mam jebany gips na nadgarstku i nawet nie wiecie jak to utrudnia życie. 
- Powinnaś odpoczywać - odezwał się Josh stojąc we framudze drzwi. Ej, ej, ja się już naspałam i naodpoczywałam. Chcę do domu. - Ale jeśli czujesz się na siłach i chcesz iść, to cię nie zatrzymam - dodał. No i prawidłowo. 
- Tak, chcę iść do domu. - powiedziałam. Lou i Julia spojrzeli na mnie z troską.
- Jesteś pewna? - zapytał Lou.
- Tak. Jestem. - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę, ale momentalnie ją cofnęłam. Zobaczyłam, że mu smutno. Nic nie mogę z tym zrobić. To jest podświadome. Chciałabym ich wszystkich mocno wyściskać. Chcę czuć, że są i już nigdy mnie nie zostawią. Ale nie umiem. Nie mogę. Po prostu. Louis odchrząknął.
- W takim razie, rano pojadę do domu po twoje ciuchy i ci je przywiozę. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie. - A teraz nie wiem. Może pozwolisz nam się zdrzemnąć. - powiedział delikatnie.
- Jasne. Pan Malik chyba nie ma z tym problemów. - powiedziałam patrząc na wspomnianego.
- Bądź cicho. Próbuję spać. Nie jesteś najważniejsza. - mruknął. 
- Nie brakowało mi ciebie. - przyznałam. Chłopak się nie odezwał. I dobrze. Nie jestem w humorze na kłótnie. Julia połozyła się tuż obok mnie i nie zamierzała wstać. Delikatnie się odsunęłam i patrzyłam jak zasypia.
- Strasznie się o ciebie bałam. Cholernie mi ciebie brakowało. - powiedziała. Uśmiechnęłam się. Mi ciebie też!!! Kocham cię!! krzyczała moja podświadomość. Ja sama się jednak nie odezwałam. 


***

Nie spałam prawie w ogóle. Nie chciałam. Miałam więcej czasu na przemyślenia. Louis i El niedawno pojechali mi po ciuchy. Ubieram się i jadę do domu. W końcu przyjechali.
Na dworze padało (witamy w Londynie), więc przywieźli mi długie jeansy, białą koszulkę i szary sweterek. Klasycznie. Eleanor wytrzasnęła mi jeszcze podkład i tusz do rzęs. Powoli wstałam i poszłam do wskazanej przez Josha łazienki. Słabo radziłam sobie z założeniem bluzki i zapięciem spodni przez ten cholerny gips. Przy zakładaniu spodni prawie się wyjebałam. Po dłuuuugim czasie wyszłam z łazienki.
- Gotowa? - zapytał Louis lustrując mnie.
- Tak, nareszcie. - powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się i poszliśmy do samochodu. Wspomnę jeszcze tylko, że wszyscy wrócili do domu wcześniej. Taka uwaga. Usiadłam na przednim siedzeniu. Patrzyłam na mijane domy i samochody. Louis spoglądał na mnie przelotnie. Ja na niego też. Czułam, że wszyscy są tacy obcy. Niby jest znowu spokojnie, znów może być normalnie, ale oczywiście ja nie umiem się przystosować. Oczywiście JA jestem problemem. Jak zwykle. Z domu Josha, do domu Lou był kawałek drogi, a ja nie miałam na nic siły. Oparłam głowę o szybę i już miałam zasnąć, kiedy z radia usłyszałam głos Ed'a Sheeran'a. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że jestem na jego koncercie. Louis chyba to zauważyła, bo podgłosił piosenkę. Uśmiechnęłam się. Normalnie czułam, że słyszę krzyki fanek Ed'a na koncercie. Tylko, że te piski to nie moja wyobraźnia, a szara rzeczywistość. Bo na widok Louisa parę dziewczyn zebrało się i zaczęło piszczeć. Razem z Lou uśmiechnęliśmy się do nich przelotnie i pomachaliśmy, z jedną czy dwoma zrobiliśmy sobie zdjęcia, przez szybę samochodu. 
Po dość długim czasie dojechaliśmy do domu. Lou wpuścił mnie pierwszą i wszyscy strasznie miło mnie przywitali. Tylko, że ja nie miałam ani siły, ani ochoty na takie imprezy powitalne. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś w moim pokoju i nie wychodziła. Mimo, że każdy chciał mnie wyściskać to ja nikomu na to nie pozwoliłam oprócz El, Julii i Danielle, bo to są dziewczyny. Im ufam bardziej niż całej reszcie. Szybko zmyłam się do kuchni by coś zjeść. Słyszałam, że Zayn zerwał z Perrie, ale teraz znowu są razem, a przynajmniej tak wnioskuję, bo są tu razem. A chuj z nimi. Ale, szczerze mówiąc, to widząc jak się całują, poczułam dziwne ukłucie w środku. Może po prostu jestem przemęczona. Zrobiłam dwie kanapki i poszłam do salonu. 
- Słuchajcie, to kochane, co dla mnie robicie, ale dzisiaj na prawdę nie mam ochoty na zabawę i w ogóle.  - powiedziałam im. Wszyscy posmutnieli. - Ja, chyba pójdę do siebie. - powiedziałam. Jeśli myślicie, że pójdę spać to się mylicie. Posłucham muzyki, wejdę na YouTube, na FB na Twittera, na Instagrama itp. A potem pójdę na balkon, czy na dach. Już tłumaczę o co chodzi z dachem. Z mojego balkonu bardzo łatwo wejść na dach, żeby popatrzeć w gwiazdy. Tylko tyle. Weszłam na kompa posprawdzałam wszystko i postanowiłam zagrać w Simsy. Po stworzeniu rodziny chwilę pograłam, a potem wszystkich uśmierciłam. Byli zbyt szczęśliwi, więc ich utopiłam i spaliłam. Jestem pojebana. Idę na dach....