sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 22 "Robię się coraz słabsza"

W sumie to nie wiem czy w ogóle dzisiaj zasnę...


Obudziłam się rano po około 2 godzinach snu. Jestem strasznie głodna. W końcu nie jadłam kolacji! Poczułam za sobą piękny zapach. Owsianka. Mmmm. Cholera. Ja chyba nie powinnam tego jeść. Przecież ci psychopaci nie dadzą mi umrzeć tak szybko. Biłam się z myślami. W momencie, kiedy miałam zwariować, mój brzuch postanowił spróbować. Jedzenie było pyszne, ale po niedługiej chwili zrobiło mi się słabo. Mam nadzieję, że Louisowi nic się nie stało. Chciałabym go zobaczyć. Tęsknie za nim. Nie chcę, żeby coś mu się stało. Tik-tak tik-tak, słyszałam dźwięk zegara, który był bardzo spokojny i usypiający. Tik-tak tik-tak. Zasnęłam.

***

Obudziłam się w ciemnym pokoju. Leżałam na czymś miękkim. Pewnie na łóżku. Chciałam przetrzeć oczy, ale okazało się, że moje ręce są przywiązane do obręczy łóżka.  Cholera. Cała się kleję. Nie chciałam przyjąć do wiadomości od czego się tak kleję... Powoli otworzyłam oczy. W pokoju było ciemno, ale udało mi się zauważyć zarys czyjejś sylwetki. Nawet głupi by się domyślił kto to.
- Nie próbuj sztuczek. - przymknęłam oczy. David powoli do mnie podszedł. - Fajnie się z tobą bawiliśmy skarbie. - mimowolnie z moich oczu popłynęły łzy. Chłopak odwiązał moje nadgarstki. Rozmasowałam obolałe miejsce.
- A teraz... - zdjął spodnie. Łzy płynęły po moich policzkach. - Weź go do buzi. - wiedziałam. No wiedziałam. Nie zrobię tego. Nawet choćbym miała teraz umrzeć. Powiedziałam mu to, ale on wepchnął mi swojego przyjaciela do buzi. Moja mądra głowa wymyśliła plan. Korzystając z okazji ugryzłam go. David krzyknął i szybko się ode mnie odsunął. Ja głupia zostałam w miejscu zamiast uciekać. Kiedy zorientowałam się co zrobiłam, i co mi może przez to grozić, poraczkowałam do drzwi. Jednak było już za późno. David z łatwością mnie dogonił. Złapał moje włosy sprawiając tym samym, że wstałam. Poprowadził mnie do jakiś schodów, które prowadziły w dół, zapewne do piwnicy. Kiedy staliśmy przed tymi schodami on po prostu mnie zepchnął. Spadłam z wielkim hukiem. Poczułam ból w moim nadgarstku. Tym niepełnosprawnym. Nie wiem czy pamiętacie, ale wiem, że wspominałam. Pisnęłam z bólu. Zwinęłam się w kłębek. Po około godzinie usłyszałam kroki. Zwinęłam się jeszcze bardziej. Do piwnicy wszedł ten stary koleś. Znowu zaczęłam płakać. Robię się coraz słabsza. Muszę stąd uciec. 
- Teraz się mnie posłuchaj. - podniósł mnie niedelikatnie, ale delikatniej od Davida. - Będziesz grzeczna, to mniej zaboli. A jak nie będziesz się słuchać, to będzie bolało bardziej. - powiedział. Po niedługiej chwili był zupełnie rozebrany. 
Byłam grzeczna i się słuchałam, ale i tak w chuj bolało. Za chuja nie był delikatny. Nawet nie udawałam, że sprawia mi przyjemność. Przez to bił mnie po twarzy i mówił, żebym się zamknęła. Miałam wrażenie, że występuję w jakimś słabym filmie, w którym jest więcej porno niż filmu...
W ogóle, to wcześniej nie przyjrzałam się tej piwnicy. Wyglądała jak pokój Greya (ta dam) tylko, że w kolorach szarości, a nie czerwieni. kiedy skończył poczułam ulgę i nagły przypływ pewności siebie.
- Jesteście zwykłymi chujami. Nie dziwię sie, że żadna was nie chce i potrzebujecie zabawek do seksu. - powiedziałam w tym głupim przypływie pewności siebie. Jestem pojebana. Facet spojrzał na mnie, a ja ciągnęłam. - No i co sie tak głupio patrzysz? Nawet tego chuju nie potrafisz zrozumieć? Aż taki głupi jesteś? - wtedy się wkurwił. Odwrócił się ode mnie. Po chwili wrócił by uderzyć mnie z otwartej ręki w policzek. Kiedy poczułam przeszywający ból, zorientowałam się, że w ręce miał gwóźdź. Cholera. W jednej chwili zrobiło mi się słabo. Opadłam na podłogę po czym poczułam dwa kopnięcia w brzuch. Potem jedno w plecy. A potem przestałam liczyć. 
Kiedy wyszedł skuliłam się i starałam myśleć o miłych rzeczach, żeby zasnąć. Nic nie działało. Wszystko o czym myślałam wzbudzało we mnie płacz.

*** Oczami Lou ***

Kończymy już z kumplami Davida. Z tego co słyszałem zostało ich już jakoś trzech. Dostałem sms. Został jeden. Poprawka. Już koniec. Koniec. Nareszcie możemy jej pomóc. Policja ich zabrała. A my zostaliśmy anonimowi. Poszedłem spotkać się z resztą bandy. 
- Nic nikomu nie jest? - zapytał Justin, kiedy wszyscy przyszli.
- W porządku Jus. - powiedziała Julia po dokładnym zlustrowaniu każdego z nas.
- W takim razie zostało nam teraz już tylko namierzyć położenie Kai. - powiedział Justin.
- A to będzie utrudnione, bo coś się stało z jej telefonem. - dodał Nick. Nikt się nie odzywał. W ciszy wróciliśmy do domu. Zapomniałem wam powiedzieć, że Zayn jest teraz załamany, bo Perrie przez tą całą sytuację go zdradziła i powiedziała, ze to jego wina, więc zerwali. Każdy widział, że nie ma siły na naszą akcję. Ale ni mogliśmy pozwolić, żeby Kaja na nas czekała zbyt długo. Musimy jej pomóc.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 21 "Nie zostanę tutaj 5 dni"

Kulka. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam tylko jak przyjaciółka krzyczy moje imię. Zemdlałam...


Obudziłam się w ciemnym pokoju. Nie było tu nikogo oprócz mnie. Ups. Strach zżerał mnie od środka. Usłyszałam otwieranie drzwi i zobaczyłam znaną mi sylwetkę wchodzącą do środka.
- Wreszcie się obudziłaś kochanie. - nie. Tylko nie to. Wszystko tylko nie on. - Jak się czujemy?
- O wiele gorzej kiedy cię zobaczyłam. - powiedziałam prawdę.
- Widzę, że nadal jesteś pyskata. 120 godzin ze mną i od razu się zmienisz. - nie zostanę tutaj 5 dni za żadne skarby.
- Dobrze wiesz, że nigdy nie zostanę z tobą 5 dni. - powiedziałam.
- Kto powiedział, że tylko ze mną? - co? O co mu chodzi? Ktoś jeszcze. Nie przeżyję tego. - Poza tym,  jeśli spróbujesz uciec, to któreś z twoich kochanych przyjaciół na tym ucierpi. A może braciszek? - powiedział udając, że się zastanawia.
- Nie możesz im nic zrobić! - krzyknęłam bliska płaczu.
- Tak myślisz? Jeden telefon. - pokazał wspomniany przedmiot. - I po nich. - zadrżałam.
- Nie mieszaj ich w to. Zrobię wszystko. Będzie tak, jak chcesz. Ale nic im nie rób. Nie możesz. - płakałam. - Proszę cię. Daj im spokój.
 - Jak sobie życzysz. Tylko mniej pyskuj kochanie. I słuchaj się. - wysyczał wprost do mojego ucha. Do pomieszczenia wkroczył facet, którego nie znałam. Mimo to kiedy tylko go zobaczyłam to wzbudził we mnie strach.
- Poznajcie się. To moja była Kaja, a to jest koleś, który za ciebie skarbie podarował mi niezłą sumkę- powiedział David. Teraz to kompletnie nic nie rozumiem. David mnie sprzedał? Pewnie za dragi. Tylko, zawsze mówił, że byłam jego, a teraz sprzedaje mnie za dragi?Jaki ten koleś jest skomplikowany. Z kim ja byłam? David wyszedł i zostałam sama z tym kolesiem. Nieznajomy ukucnął na przeciwko mnie.
- Poznajmy się. Jestem John, ty jesteś Kaja. - kiwnęłam głową. - Spokojnie. Póki co nic ci nie zrobię. - powiedział patrząc mi w oczy. Boję się go. Bardziej od Davida. Nie zostanę tu 5 dni. O co tu chodzi? Przecież przed chwilą mój były mówił, że zostanę tutaj z nim 5 dni, a nie z tym oblechem. Powiem wam, że chciałabym, żeby tu wrócił.
- David niedługo wróci. Wtedy się zabawimy. - czyta mi w myślach? - A tymczasem. Słyszałem, że jesteś pyskata. Czyżbyś bała się aż tak, że nie możesz wydusić słowa? Nie martw się. Będzie jeszcze gorzej. - mimowolnie po moich policzkach spływały łzy. Nick po mnie przyjdzie powtarzałam sobie w myślach. John złapał mój podbródek. - Nie płacz kochanie. Chciałabyś wrócić do domu? Przykro mi, ale to nie jest możliwe. -płacząc wyrwałam się z jego uścisku.
 chce stąd uciec. Jak najszybciej.Jeden plus jest taki, że facet nie jest nachalny. Kiedy wychodził, zadzwonił mój telefon. Cholera. Zdążyłam tylko zobaczyć kto to. Nicolas. John wyrwał mi telefon z rąk i rzucił nim o ścianę.
- Ej! To nie kosztowało gorszy! - krzyknęłam patrząc jak mój ukochany telefon roztrzaskuje się na ścianie.
- Wreszcie jakieś słowa. - powiedział klaskając i zbliżył się do mnie. - teraz ten telefon nie będzie ci potrzebny.

*** Oczami Lou ***

Siedziałem w kuchni zastanawiając się, co mogę zrobić. Policja nie, bo David ma wszędzie swoich gości. Najpierw trzeba załatwić tych kolesi. Tylko jak? Tego jeszcze nie wiemy.
- Jej telefon jest wyłączony! - krzyknął Nick rzucając telefonem w blat stołu.
- Nicolas, uspokój się wszyscy się martwimy. Jakoś trzeba jej pomóc. Justin, ty zawsze byłeś tym mądrym. Co mamy zrobić? - odezwała się Julia.
- Jeszcze nie wiem. - powiedział zamyślony. 
- To się dowiedz, do cholery, bo mie tu zaraz szlag najjaśniejszy trafi! - wybuchłem. Wszyscy  spojrzeli na mnie z zaskoczeniem i współczuciem. On jej zrobi krzywdę. Znowu. 
- Wiem! Już wiem! - krzyknął Jus po długiej chwili czasu. Wszyscy zbliżyliśmy się do niego. - Wiem, gdzie jest każdy z kolesi Davida. Jest ich sporo, ale jakoś musimy dać radę. - powiedział pokazując nam rozrysowane pozycje każdego z nich. Wreszcie mogliśmy omówić nasz plan.

*** Oczami Kai ***

Już wieczór. Siedzę w zimnym pokoju. Jestem bez ciuchów. Zgwałcili mnie. Oboje. Chcę do domu. Nicolas pośpiesz się! krzyczała moja podświadomość. Jak raz się z nią zgadzałam. Do pokoju wszedł David. Skuliłam się.
- Przyniosłem ci kolację skarbie. - powiedział stawiajac przede mną talerz z kanapkami. Wyglądały bosko, ale nie mogłam ich zjeść. Chłopak wyszedł zostawiając mnie samą, a kanapki kusiły wyglądem. Nie mogę ich zjeść. Na pewno coś jest z nimi nie tak. Wzięłam talerz i już po chwili moje kanapeczki szybowały za oknem. Po prostu. Otworzyłam okno, a kanapki same spadły z talerza. 
Przy takim obrocie sprawy musiałam pójść spać bez kolacji. W sumie to nie wiem czy w ogóle dzisiaj zasnę...

____________________________________________________________

Jestem! Wesołych Świąt Wielkanocy! Nie wiem czy jutro będę miała czas, zeby wstawić rozdział, więc pojawia się dzisiaj! <3

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 20 "Stres"

Myślac o jutrzejszym dniu zasnęłam.


Obudziłam się z myślą o samobójstwie. Nie najgorzej. Powoli zwlokłam się z łóżka. Wyjrzałam przez okno. Piękny słoneczny dzień. Aczkolwiek udało mi się zauważyć pojedyncze deszczowe chmury. Podeszłam do garderoby, którą ostatnimi czasy bardzo pokochałam. Wybrałam zestaw, dołożyłam do niego ciepłą bluzę z kapturem. Wolnym krokiem zeszłam do kuchni.
- Dzień dobry. - powiedziałam krzywo się uśmiechając.
- Dzień dobry. - odpowiedziano mi niemrawo. Tym razem szczerze się uśmiechnęłam. Wiecie dlaczego? Bo po pierwsze Malika jeszcze nie było w kuchni, a po drugie wszyscy oprócz Liama i El mieli kaca. A ja lubię patrzeć na błędy, które kiedyś popełniałam ja, a teraz ktoś kto mnie pouczał, popełnił ten sam błąd. Wzięłam z lodówki jogurt, a z szuflady wyciągnęłam łyżeczkę.
- O której masz dzisiaj przesłuchanie? - zagadnęła Eleanor.
- O 18 już muszę tam być. - odpowiedziałam. - Ale wystąpię pewnie później, bo przede mną jest jeszcze parę osób. - dodałam. Dziewczyna pokiwała głową. Do kuchni wszedł Zayn i jego dziewczyna. Coraz bardziej wkurwia mnie jej obecność tutaj...
- Tak bez dzień dobry? - powiedziałam na wejściu. Malik westchnął. Ja też, po czym z rozmachem wyszłam z kuchni. Po krótkim zastanowieniu się, stwierdziłam, że pójdę gdzieś. Po chwili jednak przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i wybrałam numer Justina.
- Hej mała, co jest? - usłyszałam po drugiej stronie.
- Hej, masz dla mnie czas? - zapytałam.
- Dla ciebie zawsze. Coś się dzieje?
- Kazałeś mi wychodzić tylko z wami, więc się słucham. - usłyszałam śmiech.
- Po raz pierwszy w życiu. - ja też się zaśmiałam.
- To jak. Masz czas?
- Tak. Zaraz będę. Szykuj się. - powiedział i się rozłączył. No i fajnie. Ponieważ byłam gotowa na spotkanie, poszłam do salonu. Niestety zastałam tam Malika z Perrie. Boże, umrę. Nic mi się nie chce. Usiadłam na fotelu tuż obok zakochanych. Po niedługiej chwili usłyszałam dzwonek i otwieranie drzwi.
- Cześć dziwaki. - usłyszałam głos Julii. Pobiegłam przyjaciołom na spotkanie. Przytuliłam obojga.
- Widzę, że nie przeszkadza ci, że przyprowadziłem przybłędę. - uśmiechnął się Justin. Julia wymierzyła mu kuksańca w ramię.
- Wychodzę! - powiedziałam głośniej. Usłyszałam "okej" od Eleanor, więc wyszłam. Poszliśmy na lody i do parku. Chodziliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Przez chwilę nawet się goniliśmy. Potem usiedliśmy na ławce i patrzyliśmy na dzieci bawiące się na placu zabaw. Słuchałam przyjaciół, a jednocześnie powtarzałam w myślach moją piosenkę. Jest trudna, a jeszcze muszę początek grać sama na fortepianie...
Na co ja się zgodziłam? Jaka ja jestem głupia!
- Kaja, słuchasz nas? - usłyszałam pytanie przyjaciółki.
- Tak. Powtarzam piosenkę. Cicho - zbyłam ją i wróciłam do moich przemyśleń. Nagle coś sobie przypomniałam.
- Czemu nie ma z nami Nicka? - zapytałam i popatrzyłam po przyjaciołach.
- Powiedział, że nie może, ale na pewno będzie na przesłuchaniu. - odpowiedział mi Jus. Martwię się o tego głupka. Nie wiem co on wymyślił. Ale na pewno to nie jest nic dobrego. Westchnęłam cicho.
- Osz ty! Patrz, jakie ciacho! - powiedziałam trącając Julię.
- No niezły jest. Dałabym mu 9 na 10. - powiedziała odwracając się za chłopakiem.
- Nie zapominajcie, że z wami jest największe ciacho. - powiedział Justin na co my się zaśmiałyśmy. Nie czekałyśmy długo na jego reakcję. Po prostu wstał i chciał sobie pójść.
- No stój. Zostań. - powiedziałyśmy razem łapiąc go za rękę. Chłopak zatrzymał się, ale nie wrócił do nas. Wstałam i podeszłam do niego. Staliśmy twarzą w twarz. Co z tego, że sięgałam mu ledwie do ramion...
- Co ty robisz? - powiedziałam łapiąc się pod biodra.
- Twierdzicie, że jestem brzydki, to sobie idę. - powiedział wzruszając ramionami, ale nie dało się nie zauważyć, że bawi go ta cała sytuacja.
- Przecież nie jesteś brzydki. Przystojniak z ciebie. - powiedziałam śmiejąc się i wymierzając mu kuksańca w ramię.
- Przestań mnie bić. - powiedział podnosząc mnie i z łatwością przewieszając sobie przez ramię.
- No puszczaj! - krzyczałam uderzając go w plecy. Po niedługim czasie Julia przyszła mi pomóc.
Po paru minutach skończyliśmy naszą szopkę.
Wróciliśmy do domów.

***

Musiałam zacząć się szykować do występu. Już siedemnasta, a ja wciąż siedzę przed komputerem. Do tego zaczęło lać, więc prawdopodobnie musiałam ubrać się inaczej niż miałam zamiar. A może nie...
Przecież jadę samochodem, a w szkole jest ciepło. No właśnie. Nie ma co się denerwować. Ubrałam się (nie założyła maski.). Zastanawiałam się czy zostawić kapelusz. Po pewnym czasie stwierdziłam, że go zostawię. Poszłam zrobić sobie make - up.
Postawiłam na coś bardziej zwykłego. Nie chciałam przesadzać. Poza tym moje umiejętności nie były zbyt bogate. Zbiegłam na boso do kuchni.
- No, no. Jeśli nie dadzą ci punktów za śpiew, to chociaż za wygląd dadzą. - powiedział Hazz przyglądając mi się.
- Nie przyzwyczajaj się. - powiedziałam zabierając jabłko i znikając z pomieszczenia. 

***

Jeszcze chwila i zaraz wystąpię. Mam mega stresa. Spojrzałam zza kurtyny na widownię. Wszyscy są. Boże ja tu zaraz umrę. Wreszcie wywołano moje imię. wyszłam na scenę i usiadłam przy fortepianie. Z pustką w głowie zaczęłam grać. Po chwili chwyciłam mikrofon w rękę i wstałam. Dawałam z siebie wszystko.
Kiedy skończyłam śpiewać w oddali zobaczyłam Davida. Stałam jak wryta, a serce stanęło mi w piersi.
Słyszałam, że sędziowie bardzo mnie chwalą, ale teraz to nie było najważniejsze. Kumple od razu skumali, że coś jest nie tak i odwrócili się w stronę, w którą patrzyłam. Kiedy Nicolas wstał usłyszałam strzał. I się zaczęło. Krzyki,  piski. A ja nadal stałam sama w centrum tego wszystkiego. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Żaden mężczyzna. Mimo wszystko szybko się odwróciłam. Julia. Ciągnęła mnie w stronę wyjścia. Nagle poczułam piorunujący ból przeszywający całe moje ciało od wolnego ramienia. Kulka. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam tylko jak przyjaciółka krzyczy moje imię. Zemdlałam...

_________________________________________________________
TAK. WIEM
Rozdział z opóźnieniem, ale nie miejcie mi za złe. Mnie na prawdę było ciężko go dodać. Przez ten weekend miałam wiele do przemyślenia. Stało się coś, czego nikomu nie życzę. Niby nic, ale zabolało. Jeszcze to odejście Zayna... Ale mniejsza. U mnie na blogu Zayn będzie zawsze <3
Nadal wszyscy jesteśmy z nim

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 19 "Kaskaderka"

Cholera...  


Teraz przede mną stał mój były chłopak. Nim się obejrzałam siedziałam w jego samochodzie. Cholera bałam się, ale nie dam tego po sobie poznać.  
- Zostaw mnie ty popieprzony idioto! - wydarłam się na cały samochód waląc ręką w kierownicę, przez co samochód zarzuciło na lewo.
- Uspokój się dziwko! - teraz on na mnie krzyknął i uderzył mnie w udo. Mocno. Pewnie zostanie siniak. Poddam się tak łatwo? O nie.
- Czego ty kurwa chcesz?! - wykrzyczałam chociaż dobrze znałam odpowiedź.
- No jak to czego? Ciebie skarbie. - spojrzał na mnie. Nienawidzę go. Chuja i tak się nie poddam.
- Nigdy nie byłam, a tym bardziej nie jestem twoim jebanym skarbem! - znowu mój niewyparzony ryj. - Jesteś pojebany! Jesteś chujem! Zwykłym chujem! - oho zaraz będzie zabawnie. - Nienawidzę cię. - dodałam, żeby nie było nudno.
 Kiedy spojrzałam na niego by zobaczyć jego reakcję zobaczyłam pistolet przed twarzą. Kurwa. Przestraszona otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z samochodu.
Jadącego samochodu. Ja taka tam kaskaderka.  Spojrzałam w stronę samochodu. David uśmiechnął się i pojechał dalej. Dziwne. Skoro teraz uderzył już nie da mi spokoju. Boli mnie ramię. Powoli wstałam i otrzepałam się. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu. Dawno nie robiło się takich kaskaderskich sztuczek. Wyszłam z wprawy. Usiadłam na pobliskiej ławce by zadzwonić do Nicka i obczaić jak wielką krzywdę sobie zrobiłam tą sztuczką kaskaderską. Na szczęście telefon się nie rozwalił. Zadzwoniłam do przyjaciela.
- Hej mała, co tam?
- Potrzebuję podwózki.
- Gdzie i kiedy?
- Park Sunsetwill ( nie pytajcie... Coś tam sobie wymyśliłam), teraz.
- Za 15 minut będę. - i rozłączył się. Spojrzałam na moje ramię. Hmm. Zbite. Przeżyję. Nogi obdarte. Pff. Gorzej było jak spadłam z drzewa...
Z zamyślenia wyrwał mnie stojący przede mną Nick.
- Co ci się stało? - zapytał siadając obok mnie.
- Wyskoczyłam z samochodu Davida, podczas gdy on celował we mnie pistoletem. - powiedziałam i z oczu popłynęły mi łzy. Mój przyjaciel westchnął ciężko i przytulił mnie do siebie.
- Już jestem. - powiedział. - Mówiłem, żebyś na siebie uważała. - dodał. Nie odezwałam się. Nadal płakałam wtulona w jego tors. Postanowiłam, że Louis się o tym nie dowie.Po prostu nie może wiedzieć.
- Zawieś mnie do domu. - powiedziałam. Pokiwał głową, wstał i zaniósł mnie do samochodu. Siedziałam oparta o szybę. Usłyszałam telefon.
- Halo?
- I jak się siedzi w domu? - usłyszałam głos Louisa. Nawet nie wiecie jak się cieszyłam, że go słyszę.
- W porządku. Zjadłam kolację nie dawno. Za niedługo pójdę spać, bo jestem zmęczona. - skłamałam. Oj no nie gniewajcie się na mnie. To w dobrej mierze. Na prawdę. Może mu grozić niebezpieczeństwo.
- Mogłaś pójść z nami na tą imprezę. Jest super.
- To świetnie. Bawcie się dobrze. - powiedziałam i rozłączyłam się. Nick popatrzył na mnie przez chwilę, ale szybko wrócił wzrokiem na drogę.
Nim się obejrzałam byłam pod drzwiami.
- Nie mam kluczy. - powiedziałam przyjacielowi. Westchnął, a ja niewinnie się uśmiechnęłam. - Drzwi od ogrodu powinny być otwarte. - Usłyszałam kolejne westchnięcie i ruszyłam w stronę ogrodu. Tak jak mówiłam, były otwarte.
Weszłam do domu i od razu zagrzałam wodę na herbatę.
- Jeśli chcesz, to możesz tu zostać. - oznajmiłam odwracając się do Nicka.
- Dzisiaj nie mogę. Jutro mam spotkanie z bratem. - powiedział.
- Oh! To pozdrów go ode mnie! - wykrzyknęłam. Jego brat mieszka w Hiszpanii i rzadko przyjeżdża do Londynu. - Długo tu zostanie? - zapytałam po chwili.
- Jakoś tydzień. - powiedział szczerząc się. - A wiesz co to znaczy?- spojrzałam na niego z miną idiotki. - Że zobaczy jutro twój występ! - powiedział głośno. Uśmiechnęłam się.
- No właśnie...
- Idziesz. - przerwał mi.
- Nie mogę narażać niewinnych ludzi na niebezpieczeństwo. Dobrze o tym wiesz. - powiedziałam.
- Będę tam. Justin też. Julka też. - powiedział. Nastąpiła chwila ciszy.
- Oh. Zapomniałbym! Załatwiliśmy dwóch z gości Davida. - powiedział w końcu szczerząc się. Ja również się uśmiechnęłam.
- Jestem z was dumna. - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Dziękuję wam za wszystko.
- Od czego ma się przyjaciół. - powiedział znowu się uśmiechając. Przytuliłam go i po chwili wyszedł. Ja z moją herbatą poszłam do pokoju. Ubrałam piżamę i poszłam do łóżka.
Myślac o jutrzejszym dniu zasnęłam.

_________________________________________

Rodział dodaję dzisiaj, bo nie wiem czy jutro będę miała dostęp do komputera
Miłego czytania <3

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 18 "Lepszy humor niż zwykle"

W pewnym momencie oczy mi się przymknęły i odpłynęłam do krainy Morfeusza...


Obudziłam się w moim łóżku. Niezbyt dziwne biorąc pod uwagę, że zasnęłam na ramieniu Louisa. Cholera. Już jutro mam przesłuchanie do London Arts. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Wstałam z łóżka. Wolnym krokiem podeszłam do okna. Za oknem zobaczyłam piękny letni krajobraz i Louisa goniącego Eleanor. Do tego szczęśliwego obrazka przydałby się jeszcze pies i dziecko. Słodko. Kompletnie nie wiem czy goście sobie poszli czy może zostali. Julia pewnie została. Podeszłam do garderoby. Usiadłam na jej środku i powiedziałam:
- Nie mam się w co ubrać. No nie mam się w co ubrać! - Po długim przekładaniu ciuchów z miejsca na miejsce wybrałam zestaw. Stwierdziłam, że nigdzie nie wychodzę, więc ubrałam się luźno. Poszłam do łazienki i włosy spięłam w luźny kok oraz pomalowałam twarz fluidem. W całkiem dobrym humorze zeszłam na dół. W kuchni zobaczyłam Malika z Perrie, całą resztę zespołu bez Louisa i Julię. Mówiłam, że ona zostanie.
- Dzień dobry.  - przywitałam się z uśmiechem.
- Dzień dobry. - odpowiedzieli mi Niall, Liam, Harry i Julia. Zayn i Perrie tylko na mnie spojrzeli. Mam czuć się zaszczycona? Co to, to nie. Spojrzałam na stół. Nic nie zostało. Julia zauważyła mój wzrok.
- Siedź na tym krześle, sama sobie zrobię coś do jedzenia. - powiedziałam zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek zrobić. - Nie spalę kuchni. - powiedziałam uśmiechając się widząc powątpiewający wzrok Liama.
- Kłóciłbym się. - powiedział Zayn z tym swoim uśmieszkiem. - A poza tym, co ty dzisiaj w takim dobrym humorze? - dodał po chwili. Krew już się we mnie gotowała. Z tego napięcia to aż tosty z tostera wyskoczyły. Wyjęłam je i włożyłam do tostera kolejne dwa kawałki suchego chleba.
- Ty zawsze byś się kłócił. - powiedziałam w miarę spokojnie. - Lepiej się zamknij, bo jak mój humor się popsuje to wylądujesz w basenie. - zagroziłam przez zęby. Tosty znowu wyskoczyły. Na wszystkich położyłam ser i pomidora. Zalałam wrzątkiem herbatę i powoli jadłam.
Po zjedzeniu czułam pewien niedosyt.
- Zjadłabym sobie kiszonego ogórka. - oznajmiłam. Wszyscy spojrzeli na mnie i się zaśmiali. Podeszłam do szafki, w której zawsze były ogórki. Są. Pokrojone w plastry. Wyjęłam słoik i z powrotem usiadłam przy stole.
- Ty tak serio? - Zayn patrzył na mnie z obrzydzeniem.
- A czemu nie? - wzruszyłam ramionami.
Do kuchni wszedł Lou z El. Szczęśliwi. No normalnie mi się od nich udziela ten dobry humor!
- Cześć gołąbeczki! - powiedziałam z szerokim jak nigdy uśmiechem. Para spojrzała po sobie. Louis przyjrzał mi się uważnie.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- W jak najlepszym. - odpowiedziałam. Chłopak uśmiechnął się.
- Wieczorem wychodzimy na imprezę. Chcesz iść? - zapytał Liam.
- Nie dzięki. Odpuszczę sobie dzisiaj. - powiedziałam uśmiechając się.

***

Wszyscy już poszli i zostałam sama w domu. Nareszcie. Muszę zapalić. Wyszłam na dwór. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się. Powoli wypuściłam dym z płuc.
Niedopałek rzuciłam gdzieś daleko. Stałam tak jeszcze wdychając świeże powietrze zmieszane z moim dymem papierosowym, który jeszcze nie do końca sie ulotnił. Patrzyłam w niebo. Było jeszcze dość jasno, bo wszyscy wyszli koło 18. 
W pewnym momencie poczułam czyjeś ręce na biodrach. Dobrze je znałam. Żeby się jednak upewnić szybko się odwróciłam. Nie myliłam się.
Cholera... 


_________________________________________________________________

Rozdział znowu dodany późno, ale spałam XD
Ale jest w poniedziałek? Jest w poniedziałek XD
Miłego wieczoru XD <3

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 17 "Let me be your superhero"

- Martwię się o... 


... O ciebie - wykrztusił wlepiając we mnie swój wzrok. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Nicka nie oszukam.
- Nie masz potrzeby. Wiem, mam mnóstwo problemów, ale to nic. Ja dam radę. - powiedziałam po długiej przerwie.
- Zawsze ci pomogę. - powiedział.
- Wiem. - odpowiedziałam i ułożyłam głowę na jego ramieniu. Długo trwała cisza, ale pasowało mi to. Nasza cisza, to nie była przytłaczająca, czy niezręczna cisza. Nasza cisza w tej chwili była spokojna i jak najbardziej potrzebna. Ja i Nicolas kochamy ciszę.
- Jesteś dla mnie bardzo ważna. - jego ciche słowa zostały w mojej głowie na długo. Wiedziałam, że jestem dla niego ważna, ale nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mi to mówił. Spojrzałam na niego, ale nie mogłam nic z siebie wydusić. Po prostu się do niego przytuliłam.
- Tu jest nasza zguba! - usłyszałam za plecami głos Harrego. Momentalnie się odwróciłam. Nicolas zrobił to samo tylko 9426439287 razy wolniej. Czasem mam wrażenie, że ten człowiek jest starcem.
- Wszystko okej? Uciekliście od nas. - powiedział siadając koło mnie.
- Wszystko w porządku. - odpowiedziałam uśmiechając się. - Zaraz wracamy. - Harry pokiwał twierdząco głową i wyszedł z pokoju.
- Martwią się o ciebie. - powiedział Nick podnosząc się.
- O nas. - sprostowałam wchodząc mu na plecy. Chłopak uśmiechnął się tylko i pokiwał na mnie przecząco głową. Nicolas zniósł mnie z piętra. Towarzyszyły nam uśmiechy i spojrzenia wszystkich zebranych. Na dole czekała już na nas zdenerwowana Julia, a z nią Justin. Wiedziałam, że chłopak już jej powiedział o wiadomości od Davida.
- Gdzie wyście byli?! - wykrzyknęła widząc nas. Nicolas pozwolił mi z siebie zejść (nic, nic czytaj dalej, to tylko moje zryte skojarzenia), żebym mogła podejść do przyjaciółki.
- Staruch potrzebował rozmowy. - wzruszyłam ramionami odwracając się do Nicka.
- Mogło się coś stać. - powiedziała.
- Ale się nie stało. Poza tym, byłam z Nickiem. - starałam się ją uspokoić.
- Dlatego jeszcze nic ci nie zrobiłam. - powiedziała nadal zdenerwowana. Uśmiechnęłam się.
- Nie ruszaj się nigdzie bez nas. - zadecydował Justin, a cała reszta zgodziła się z jego słowami.
- Zaraz, zaraz. Chcecie mi powiedzieć, że jeśli żadne z was nie będzie mogło pójść ze mną na imprezę, to będę musiała zostać w domu? - pokiwali głowami. Zaśmiałam się. - To prawie jak szlaban. - powiedziałam z uśmiechem.
- I zawsze jak coś się stanie masz do któregoś z nas dzwonić. - powiedział Nick. Pokiwałam głową twierdząco.
- Tylko, że ja was tak nie mogę narażać. - powiedziałam. - Muszę sama poradzić sobie z moimi problemami. - tym razem to oni się uśmiechnęli.
- Nie musisz sama radzić sobie z problemami. - powiedziała Julia.
- Od tego masz nas, żebyśmy ci pomagali. - dodał Justin.
- Pozwól mi być twoim superbohaterem. Nie ma miejsca, do którego za tobą nie pójdę. - tekst piosenki. Uśmiechnęłam się.
- Nie musisz się przy nas bać upadku, bo zawsze kiedy będziesz potrzebowała mnie po swojej stronie, ja tam będę. - powiedziała Julia. Znowu tekst piosenki.
- Przy nas nie musisz udawać silnej. - dodał Justin.
- Bo my zawsze dobrze wiemy, jak jest naprawdę. - Nick. Po policzku spłynęła mi łza. Poczułam chuda ramiona otulające mnie, potem silniejsze i podobne Justina. Kocham ich. Dobrze, że tu są.
Otarłam twarz i wygramoliłam się z ich objęć. Chce mi się spać. Trudno.
Poszłam do salonu i zauważyłam, że teraz oglądają inny film. Znowu horror, ale tym razem inny. Z myślą, że mnie choć trochę mnie obudzi postanowiłam go obejrzeć.
- Wszystko w porządku? - zapytał Louis lustrując mnie wzrokiem.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Zawsze możesz na mnie liczyć. - wiem, ale nie chcę. Wiem, że postępuję wobec niego nie w porządku, ale inaczej nie umiem. Nie chcę narażać też jego na niebezpieczeństwo. Oparłam głowę na jego ramieniu. Kocham horrory, ale gdybym miała wybierać pomiędzy bajką, a horrorem to wybrałabym bajkę. Mniejsza o to. W pewnym momencie oczy mi się przymknęły i odpłynęłam do krainy Morfeusza...


______________________________________________________

Dzisiaj rozdział pojawia sie później, ale ważne, że jest. :)

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 16 "On był wszystkim..."

Myślałaś, że możesz o mnie zapomnieć kochanie? O mnie nie da się zapomnieć. 


Siedziałam jak wbita w to krzesło. Wiedziałam, że ten idiota teraz ma na twarzy uśmiech. Słowa sms'a nie chciały wyjść mi z głowy. Biegały po niej jakby były na jakimś pierdolonym maratonie. Ja tu zaraz umrę. Do chuja, ja już nie wiem co robić. Umrę, umrę, umrę, umrę, umrę, umrę, umrę. Powoli schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Siedziałam w ogrodzie jeszcze bardzo długo, dopóki nie przyszedł do mnie Justin.
- Co jest mała? - on zawsze od razu wie, że coś jest nie tak. Bez słowa wyjęłam telefon z kieszeni i pokazałam mu wiadomość.
- Cholera. - wydusił tylko i usiadł na krześle obok mnie. Nie do końca wiedziałam co robić, więc usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w jego tors.
- Nic ci się nie stanie. Dopilnujemy tego. - starał się mnie pocieszyć. Mówił coś jeszcze, ale nie słuchałam. Patrzyłam na poruszające się pod wpływem wiatru krzewy i drzewa. Starałam się wyrzucić z głowy wszystkie myśli.
Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty tego przerywać, bo było mi ciepło i wygodnie. Niestety Jus powoli mnie z siebie ściągał, więc musiałam wstać. Momentalnie przeszedł mnie dreszcz i zrobiłam skwaszoną minę. Chłopak zmierzwił mi włosy i poszedł do domu. Postanowiłam zrobić to samo. Nie tylko dlatego, że było mi zimno, zgłodniałam. W poszukiwaniu jedzenia weszłam do salonu. Wszyscy przywitali mnie uśmiechami i prośbami, żebym została. Udało mi się jakoś wymigać i poszłam do kuchni. To co tam zobaczyłam dosłownie wbiło mnie w ziemię. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale chyba nie wypadało co? A no tak. Przecież wy nawet nie wiecie co ja tam zobaczyłam. W kuchni była Panna Perrie i obściskiwała się. Jeśli myślicie, że z Malikiem to grubo się mylicie. Edwards była tam z jakimś moim starym kumplem, którego szczerze mówiąc nawet słabo kojarzyłam. Jezu. Super widok. Odchrząknęłam i zwróciłam na siebie tym samym uwagę.
- Kaja. nie mów nic Zaynowi. - zaczęła Edwards. Zaśmiałam się. Oboje spojrzeli na mnie zdezorientowani.
- Jebie mnie twój pojebany związek z Zaynem. Kurwa... - znowu śmiech. - Serio mam to w dupie. Róbcie sobie co chcecie... - zastanowiłam się. - Chociaż byłby niezły ubaw gdybym mu powiedziała co? - do kuchni wszedł wyżej wspomniany i popatrzył na dwójkę. Postanowiłam mu jednak nie mówić. I tak mi pewnie nie uwierzy. Poza tym, gdybym mu powiedziała i uwierzyłby mi to tak jakby oddałabym mu przysługę nie? To za dużo jak na mój mały mózg. Wzięłam sobie jedną z kanapek zrobionych pewnie przez Julię lub Eleanor. Napotkałam wzrok Zayna, ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Wróciłam do salonu. Oglądali jakiś horror. Wcisnęłam się pomiędzy Julię a Nicka. Oparłam głowę na ramieniu przyjaciela i w spokoju oglądałam film.
Szczerze? Nick od samego początku był kimś w rodzaju mojego chłopaka, ale bardziej przyjaciela. On był wszystkim. Bratem, ojcem, przyjacielem, chłopakiem, wujkiem, nawet siostrą i mamą. Łączy nas specjalna więź, której nie da się nazwać. Oboje szczerze mówiąc tak do końca tego nie ogarniamy. Ważne jest to, że umiemy sobie ufać i czuję się przy nim cholernie bezpiecznie. Ja na prawdę nie mam pojęcia co nas łączy. Wiem jedno... Kiedy cały świat odwróci się ode mnie, to Nicolas zostanie. Kocham go. Czułam jego wzrok na sobie. Podniosłam głowę, by spojrzeć na niego pytająco. Chłopak pokiwał głową. Hmm. Co z nim?
- Nick, co z tobą? - zapytałam cicho. Nicolas spojrzał na mnie i znów pokiwał głową. Wstałam i złapałam jego rękę. Wyprowadziłam go z salonu i wyszłam na balkon w moim pokoju. Starałam się na niego nie naciskać, ale patrzenie na niego w takim stanie rozdzierało mi serce na jeszcze mniejsze kawałeczki. Mój biedak.
- Co chciałaś? - zapytał w końcu. Wreszcie odważyłam się na niego spojrzeć.
- Co się z tobą dzieje Nick? Martwię się. - powiedziałam. On tylko się uśmiechnął.
- Też się martwię. - odparł wzruszając ramionami. Okej. Jestem głupia, ale teraz czuję się jeszcze głupsza. Patrzyłam na niego wyczekująco.
- Martwię się o...

_________________________________________________

I jak się podoba? Wiele się dzieje. Szkoda, że na blogu taka słaba aktywność ;c